Było mi wszystko jedno.
4 czerwca. Dzień, który miał stać się dla nas bodaj najważniejszym w całym roku, zapowiadał się mocno nieszczególnie. K. od pewnego czasu żartowała, żebym wbił na piwo, bo matki nie ma na noc, bo będą znajomi, bo dawno się nie widzieliśmy. Hah, no pewnie, 130km w jedną stronę po to, aby wypić po piwie, oglądać badziewny film i to jeszcze wtedy, gdy mam dziewczynę? No nie, nie bardzo. A przynajmniej było nie bardzo do wieczora dnia poprzedniego. K. znów zażartowała, że mógłbym ją odwiedzić, więc ok 20 byłem u niej. Pewnie nie pojechałbym, gdyby Kaśka tak nie spieprzyła sprawy, i gdybym wreszcie nie przejrzał na oczy. Ale nawet jeśli, cholera - będą jej znajomi, jestem w związku, a z K. jesteśmy ledwie przyjaciółmi. Nic złego się nie ma prawa zdarzyć, prawda?
Do 4 nad ranem leżeliśmy, rozmawiając o wszystkim. Pamiętam jej zapach tamtej nocy. Pamiętam jej gładką skórę i niesamowicie dokładnie ogolone nogi (serio, pisząc o tym przechodzą mnie ciarki). Ponoć obydwoje tego nie planowaliśmy, i nawet nie do końca kojarzę moment, w którym pocałowaliśmy się po raz pierwszy. Z resztą barier poradziliśmy sobie dość szybko. I to nie było zwyczajne zbliżenie.
Wieczorem tego samego dnia chodziłem po Wrocławiu, krztusząc się od napływających do oczu łez.
Pierwszy raz bałem się, że ją stracę.
Jestem w rozsypce, totalnej. We wtorek, w dniu 4 kolokwiów raz po razie, 15 minut przesiedziałem przy TI nad pustą kartką, chociaż rozwiązywałem dokładnie takie same pytania dzień wcześniej i świetnie znałem odpowiedzi. Nic. Kompletna pustka. Moja koncentracja i zdolność do konstruktywnego układania mysli zostawiłem wraz z nią w jej domu. Dzisiaj jest pierwszy dzień w tygodniu, kiedy nie płakałem. A jutro do niej jadę, i jak kiedyś, znów spędzimy razem weekend. Ale nic już nie jest takie samo i jestem prawie pewien, że K. czuje coraz mniej. Nie nienawidzi mnie bardziej, nie kocha mnie mocniej. Po prostu jestem jej coraz bardziej obojętny. Coś, czego najbardziej się obawiam.
/mózgu, przestań, daj mi chociaż chwilę
Inni zdjęcia: Sobota patusiax395... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24