wzruszyła nieznacznie ramionami, co bardziej wyczuł, niż dostrzegł.
- przyzwyczajenie? - podsunął jej.
- czyli moja druga natura?
- właśnie. podobno przyzwyczajenie to druga natura każdego człowieka.
- nie chcę być każdym człowiekiem. wolę być kobietą.
- każdą kobietą?
- w każdym razie kobietą.
pocałował ją w czoło.
- jako kobieta i tak masz więcej niż jedną naturę.
- dzięki temu jestem naturalna.
- a co jest twoim przyzwyczajeniem?
- Ty.
- łatwo się przyzwyczajasz.
- owszem - wysunęła się z jego ramion. - do Ciebie łatwo - zastanowiła się. - i trudno byłoby mi się od Ciebie odzwyczaić.
- nałóg?
- uzależnienie.
przesunął dłonią po jej włosach.
- nie chcę mieć żony narkomanki.
- ale ja chcę mieć męża jak narkotyk.
- to kobiety zazwyczaj bywały nazywane heroinami.
nie przestawała patrzeć mu w oczy. w kącikach jej ust pojawił się dobrze znany mu uśmieszek.
- a jednak zwariowałaś?
- tak. na twoim punkcie.
- to twój punkt widzenia?
- to mój czuły punkt, kochanie.
- niby ja?
- w każdym razie nie na niby.
- zdobyłaś zatem punkt.
- owszem. i wygrywam.
popatrzył na nią uważnie.
- Ty zawsze wygrywasz, prawda?
- czyżbyś czuł się przegrany?
- nie pozwalasz mi się tak poczuć.
- sobie też nie pozwalam na to, abyś czuł się w ten sposób.