Nie wiem jak to nazwać, bo to chyba nie jest miłość.
Ale odkąd Go ujrzałam i odkąd Jego czarne oczy mnie urzekły wszystko stało się piękniejsze.
Nie mam do Niego pretensji o to, że się nie odzywa. Sprawił mi tyle radości pozwalając mi siebie poznać, że nie mogłabym się na Niego złościć o to, że nie kontynuuje tej znajomości.
Może to głupie, może to impulsywne - troche zbyt bardzo, ale gdyby zapytał czy idę z Nim na koniec świata odpowiedź brzmiałaby : TAK.
Widziałam Go kilka razy ale ma w sobie to coś, coś czego tak długo szukałam.
W zależnośći od tego jak to wszystko sie potoczy będę szczęśliwa, że choć przez chwile mogłam sobie pomarzyć, że Jego czarne oczka i anielski uśmiech staną się moją własnością.
Ten stan duszy, umysłu i ciała jest niesamowity...
See you in your dream
~ukrytaona