Nie lubię tego zdjęcia.
Ale już nic nie mam.
Jutro zawody.
O 10.00 wychodzimy z Weroniką.
Arek z resztą będą tam jakoś 10:20.
I wiesz? Będzie świetnie. Musi być.
Bez względu na to jaka będzie noc.
To co dzieje sie w domu, zostaje w domu.
Tak trudno wam to zrozumieć, a myślicie, że rozumiecie.
Nie wiecie.. nie.. Każdemu z was jest potrzebny ojciec, prawda?
No właśnie. No kurwa właśnie. Wyobraźcie sobie dzień bez Niego. Tydzień. Miesiąc. Rok. Reszte życia.
Bez jego porad. Bez rozmawiania z nim. Co czujecie? Ból. Łzy w oczach? Wiecie ile ja już przepłakałam?
A może ja go tak naprawdę nigdy nie poznałam? Nie wiem. Gubię się.
Ojeb mnie. Tak cholernie. Nakrzycz na mnie. Wyzywaj mnie. Potne się. Ulży mi.
Teraz myśle trzeźwo. Gdy zaczniesz mnie wyzywać tylko żyletka będzie sie liczyć. Chciałabym to zrobić. Ale się tym brzydzę.
Za trzeźwo myśle żeby to zrobić. Dlatego zacznij mnie wyzywać.
A może jednak poradzę sobie sama?
Siły brak.
Idę..
Pierdole wspomnienia. Mam już ich wystarczająco tyle żeby iść umierać.