Coś ode mnie na ten temat? TUTAJ.
Teraz tylko muzyka...
(linki do przesłuchania dla ciekawskich ;))
to po prostu remaster wersji z roku 2002 z na nowo dogranymi wokalami (chociaż wydaje mi się, że chórki w refrenie zostały niezmienione). Utwór napisała niewątpliwie ta młoda jeszcze dziewczyna, która ma przed sobą naprawdę ciężką dekadę. Dzisiaj śpiewa go dojrzała kobieta po przejściach. I muszę przyznać, że wokale w obecnej wersji są o wiele ładniejsze. Co więcej jakość nagrania została bardziej "oczyszczona"- przez co słychać niektóre wstawki instrumentalne, których nie słychać było wcześniej. Dodatkowo wszystko jest o wiele głośniejsze.
piosenka zdecydowanie zasługująca na poświęcenie jej dłuższej chwili.
I ten zadziwiający bit! ;))
trochę kojarzy mi się z karierą jeszcze w Holloee Poloy. Dostajemy tutaj bardzo mroczny utwór z potężnym basem, budującym napięcie. Edyta melorecytuje większość tekstu co z jednej strony jest bardzo zmysłowe, a z drugiej powoduje jeszcze większe ciary. Tekst? Jest za to bardzo nosowski- ale tej Nosowskiej z czasów Zazdrości. Jeden z najmocniejszych punktów na płycie- jakich tutaj wiele, aż ciężko się zdecydować. To na pewno jest nowa Edyta.
tekst inspirowany ponoć historią Titanica. Historia opowiada o starszej już nieco kobiecie, siedzącej w barze, prowadzącej refleksje nad swoim życiem. Nadzieję daje jednak piękny refren 'lecz jest jeszcze coś, co się we mnie tli, co sprawia, że wciąz tę wiarę mam'. Stary, typowy dla Bartosiewicz utwór- gitara i jej przepiękne opowiadanie historii, które tak się zawsze pięknie splatały i zazębiały w całość. Tu jest nie inaczej- artystka pokazuje jak wielką tekściarką wciąż pozostała.
Utwór chyba najweselszy z całej płyty- opowiadający o dawnym domu Edyty, bardzo wesoło i dowcipnie z sekcją dętą przypominającą trochę reagee unplugged.
jest o każdym z nas, o takim everymanie, który codzień musi się zmagać z rzeczywistością...
to najdłuższa kompozycja ze wszystkich- bardzo spokojna i jeszcze bardziej smutna. Opowiada o miejscu, gdzie wszyscy idziemy całe nasze życie- o raju. Gdzieś daleko stąd, Edyta porzuca zgiełk miast, neony, codzienne gonitwy i wszystko co związane z wielkimi cywilizacjami. Jest tu trochę hipisowskiego przesłania, niewątpliwie cisną się do oczu łzy, że to już koniec i dotarliśmy właśnie na koniec, dalej nie ma już nic. Tylko cisza. To gdzie Ty dotrzesz, czytelnikosłuchaczu jest jednak tylko twoją sprawą i tylko od tego zależy jak będzie wyglądać raj. Możesz iść z Edytą albo działać na własną rękę- wybór należy jest Twój. I tylko Twój. Wspaniały koniec płyty.
otwierająca płytę jest według mnie właśnie tym- swoistym powitaniem z fanami i rozmyślaniem na temat tego, czy ona znowu się tu przyjmie. Refleksyjny utwór daje naprawdę potężny początek dla tej tak długo wyczekiwanej płycie, wokół której narosło tyle oczekiwań- Edyta wszystkiemu podołała. Muzycznie trochę przypomina Sen- zwłaszcza potężne gitary elektryczne zdobiące refren.
Mówi się, że Pętlą Edyta coś sobie wywróżyła, jednak w innym sensie niż powrót na scenę - chodziło raczej o zapetlenie sytuacji, niemożnośc ukończenia płyty ani ruszenia dalej.
Rozbitkowie
tym razem brzmi jak piosenki z Wodospadów- trochę nostalgiczny utwór (jak większość z Wodospadów), w którym- tak mi się zdaje- Edyta opowiada o swoim zniknięciu. Utwór z bardzo ładną gitarą akustyczną, pasuje na spokojną letnią piosenkę, ale czy singiel promujący długo oczekiwany krążek? Nie wiem.
Upaść, by wstać
czasem trzeba się ogarnąć po największej klęsce i próbować działać. Edyta po kolei przekazuje historie, w które musimy sie wsłuchac i poczuć, jak nas samych dotykają.
Ryszard
Trochę psychodelicznie. kochanek Bijou z dawnych lat?
Zbłąkany anioł
Prawie wszystkie te utwory powstały w latach 2000-2002, jeszcze przed zniknięciem - poza renovatio (2011) i upaść by wstać (2007) - to jest cały materiał z płyty, która ponoć w 2002 miała mieć tytuł "Inna", potem "Tam dokąd zmierzasz", a w końcu nazywa się Renovatio. Upaść, by wstać w 2002 roku miało mieć inny, angielski tekst.
Myślę, że ta synteza dwóch Edyt- starej i nowej - na jednej płycie jest czymś naprawdę pięknym. Nikogo, kto na Renovatio czekał na pewno ta płyta nie zawiodła. Z jednej strony idealnie pasuje do naszych czasów, z drugiej jest w niej coś takiego ulotnego, czego już nigdy nie damy rady doświadczyć. Możemy tylko słuchać tej pięknej muzyki. Orkiestry tamtych lat.
Kurde, nadal nie potrafię ogarnąć tego fenomenu, żeby material z 2002 wydany w 2013 na 100% pozamiatał reszte branży ;) TO SIĘ NIE DZIEJE...
Inni zdjęcia: ... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24. unukalhaiMłoda magnolia kwitnie... halinam1434 akcentova4 / 4 / 25 xheroineemogirlxDzieciak suchy1906