Chcialem byc dla niej wszystkim, nie bylem kupiony w sklepie, nie dostała mnie od cioci, wujka,babci,mamy, dziadka.Znalazła mnie, jak wielu poprzednich właścicieli. Każdy mnie w jakiejś częsci swojego życia zostawiał. Za każdym razem inne imię, inny dom, inna rodzina. Ale tu było inaczej ... Ona nie chciała mnie oddac, zostawic gdzieś na ulicy, połozyc na lawce, wrzucic do jeziora.
Miała 10 lat,jak zapomniała mnie wziąsc ze sobą na piknik. Wtedy zawsze zbliża sie koniec zabawki, jak raz zapomną, to za drugim razem nawet nie zauważą że zapomnieli.
Nie było mi smutno, ciekawy byłem gdzie teraz trafię. Zastanawialem się jak to będzie w nowym miejscu, rzadko trafiałem do chłopców, więc może teraz znajdzie mnie chłopiec? Jednak los chciał byc inny, los chciał okrutnie ze mną postąpic ...
Gdy wróciła,była smutna, płakała. Ale nie wziełąła mnie na ręce nie kazała mi chłonąc jej słonych łez. Położyła się na łóżko i poprostu płakała, nie mogłem przecież iśc do niej i zapytac co się stało. Mam żywe tylko oczy, dla ludzi mam byc zwykłą, pluszową maskotką, mam nie miec uczuc, nie myslec.Poprostu byc ich zabawką, którą zawsze można gdzieś zostawic.
Tydzien od tamtego dnia gdy o mnie zapomniała, rzuciła mnie pod łóżko.
Leżę tam już 5 lat. Jestem zakużonym smutnym misiem, który widzi jak jego przyjaciółka niszczy sobie życie...