briegers Nie no, oczywiście, ci którzy ilustrują tylko rzeczywistość to jest jakiś procent całości. Jednak moim zdaniem większość ma gdzieś tam niespełnione poczucie misji, przemiany, tego swoistego katharisis przez sztukę ;)
I tak sobie żyją w błogiej nieświadomości lub świadomości tego, że to co robią nie ma sensu głębszego. To znaczy ma: daje im zatrudnienie i przynosi dochody na utrzymanie siebie i/albo rodziny.
Z tymi błedami też tak mam. Nie wiem dlaczego tak jest. Tak jest i już. Jak było od początku, jak jest i jak będzie - na wieki wieków amen.
Ale nie wiem czy zamiarem reżysera jest poprawa zachowania widza. Myślę, że oni zdają sobie sprawę, że to beznadziejna sprawa.
Ilustrują tylko rzeczywistość. :D
briegers Czasem lepiej żeby czyjaś biografia trwała 0 minut, zwłaszcza jeśli jeszcze żyje. Bo przecież na pewne rzeczy potrzeba czasu. Po co nakręcać wysokobudżetowy ekskluzywny film o błahych - z perspektywy czasu i całego spełnionego życia - wydarzeniach, wyprodukować 180 minut bezsensownej paplaniny, która w oka mgnieniu deaktualizuje się na skutek czegoś, co nastąpi dosłownie za chwilę. Lepiej kręcić krótkie, niezwiązane ze sobą etiudy tej biografii, zawsze to ciekawsze od nużącej narracji.
Oglądanie błędów na ekranie ma to do siebie, że wcale nie owocuje zamierzoną przez autora scenariusza i reżysera poprawą zachowania widza. Wręcz przeciwnie - uświadamia sobie błędy brnąc w nie dalej. Skoro inni tak mają to ja też. Przynajmniej ja tak mam :)