Zanim pojadę w to miejsce, gdzie "podobno już jest internet"
zapragnąłem jeszcze w przypływie dobroci i łagodności
napisać coś jeszcze.
Ostatniemi czasy odnowiliśmy swemi rządy jaśniepaniczowskiemi
zwyczaj ludowy
a nabożnie pielęgnowan przez ojców naszych, pradziadów
piastowski ród piastowy
zwyczaj, co zwie się w języku gminu
chodokina
A co kościół święty, matka nasza
swym magisterium wzywa i naucza
do zwania według nauk poczynionych
kinomatografilium
Ojciec święty temu błogosławi,
a także królowi naszemu i jego dostojnej małżonce
(kto wie z jakiej to opery?)
Król nasz jednak chce władzy najwyższem na ziemi
władzy ludzkiej, tako boskiej
i siebie ogłasza głową kościoła
jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego
jako w Credo mówim.
Ojca świętego spotwarza
i nie chce błogosławieństw przez niego zsyłanych.
Czy dobrze czyni?
O nasz miłościwy.
Czy kary wieczystej i krwistej za to nie dostąpim?
Za króla, co w swym mylnym sądzie, zhańbić siebie raczył.
Czy wespół zakrzykniem: krew z rąk jego na nas i na dzieci nasze?
O nie!
O nie!
Zabić króla!
A mianowicie chciałem napisać:
koniecznie idźcie do kina na WĄTPLIWOŚĆ
i napiszcie mi jak interpretujecie ten film.
Jestem zauroczony jego antydosłownością.
Ja go interpretuję TAK
i strasznie mnie denerwuje, jak ludzie mówią, że on jest o tym, o czym opowiadał.
Wcale nie!!!