Co mnie sie nie chce. Nic, totalnie nic mi sie nie chce. Nawet spac mi sie nie chce. Kurwa, zaraz dojdzie do tego ze nawet nie chcec mi sie nie bedzie chcialo.
Ogolnie, popisal sie czlowiek na tych klokwiach. Moze nie wiedza, ale na bank czyms sie tam popisalem. Bylo fajnie ^^
Rzecza, o ktorej chcialbym dzis pisac, jest samotna, pusta flaszka po soplicy, ktora to jest wspomnieniem drugiego dnia sylwestra.
Moment, fajke se odpale...
Oka, mam. Wiec, flaszka ta, jak i wiele innych rzeczy, spoczywa gdzies na dolnym wierzchnim pokryciu mego pokoju, czyli zwyczajnie na podlodze. Po jej prawej strone jest jeszcze butelka, 0,5l, po naszym polskim, ojczystym lechu. Czyli jednak flaszka samotna w swej egzystencji nie jest. Z ubolewaniem wrecz patrze na bezmiar jej pustego wnetrza, tak kiedys szczelnie wypelnionego zwyklym, przezroczystym plyne, ktory to juz nie raz i nie jednemu (w roznych smakach, formach, zapachach itd.) "pomogl" troche sie nacieszyc swiatem, gdy bylo zle. Serce moje kraja sie, gdy widze na dnie butelki kilka kropel szlachetnego trunku, ktorego jest na tyle duzo, aby go zobaczyc, a jednoczesnie na tyle malo, ze nie doplynie z dna opakowania do szyjki nawet jedna kropla (testowalem). "Czloweik to jednak ma ta swoja egzystencje zdeczka przejebana", taka mysl mnie nachodzi. Wszakze, natura czlowieka polega na tym, ze im czegos jest mniej, tym bardziej tego pragnie, nawet jesli nie jest mu to do szczescia potrzebne. Zreszta, nasza glupote widac najlepiej po tym, kto nami rzadzi i nas reprezentuje oficjalnie, na skale swiatowa. Ale, wrocmy do tematu. Patrzac na nia widze, ze akcyza jest zerwana ladnie, po "naszemu, narodowemu", czyli zerwanie akcyzy na krawedzi korka i odklejenie wiekszej czesci tak, aby kore szlo spokojnie odkrecic, jednoczesnie zbytnio nie uszkadzajac samej akcyzy. Butelka moze i troche brudna, ale piekna w calej swej okazalosci. Niestety, inaczej juz jest z browarem marki "Lech". Kapsel zaginol juz dawno, zapewne podczas jednego z tajfunow-kanalji, jak to nazywam, gdy matka moja rodzona instaluje mi sie w pokoju na okres min. 2h i "sprzata" wszystko, nie dostrzegajac harmonijnego wrecz ulozenia roznego rodzaju elementow mego pokoju. Bo jesli na zegarku moim, budziku tak zwanym, ktory to nigdy mnie chyba na czas nie obudzil, jest dwucentymetrowa warstwa kurzu, to to wcale nie jest sajgon, tylko ja ten oto wlasnie kurz tak usypalem. Mamusia nie rozumie. Coz, zycie. Z powodu braku tego wlasnie kapsla, wszystkie te resztki, te ostatki piwa, ktore to piwo, w kazdej swej kropli jest cenne, wyparowaly. Zostal tylko osad taki, ledwo widoczny. No i szyjka, lekko uszczerbiona przez zapalniczke podczas procesu otwierania. Tak, niby dwie butelki, a pisac o nich idzie calymi latami.
Odstawiam butelki, ide w cos pograc.
xD