Jutro do szkoły. Uhm, nie wiem, czy to dobrze. W ostatniej klasie sporo nauki opuściłam przez chorobę, dzięki czemu mam przechlapane u babki od historii. Myślała, że uciekam z jej lekcji, mimo że nie było mnie całymi dniami. o.O
A teraz znowu jestem chora i pewnie znowu dużo opuszczę, a ona znowu będzie myślała swoje. Już nie wiem co robić. Z jednej strony chciałabym siedzieć w domu i mieć spokój, z drugiej chciałabym iść do szkoły - do znajomych, z kolejnej chciałabym być zdrowa, bo bycie chorym jest nieprzyjemne. Ale wiem, że nawet za tydzień ten horror się nie skończy.
Ponad trzy tyognie kaszlu, tydzień gorączki i kataru - to było nic. Teraz dopiero się zaczyna: bolą mnie znowu uszy i zatoki. Po raz kolejny przechodzę przez to samo - zasrane zapalenie górnych dróg oddechowych.
Wiem, że dam radę wysiedzieć na fotelu u laryngologa;
wiem, że dam radę wytrzymać badania i prześwietlenia;
wiem, że dam radę przy wycinaniu migdałków;
już teraz nawet wiem, że dam radę przy połykaniu tych paskudnych lekarstw o wielgachnych rozmarach tabletek;
jedyne, czego nie wiem czy zniosę, to powrót do nauki (nie potrafię się skoncentrować -.-) i spotkanie z panią K., która za pewne będzie mnie teraz dręczyć.
Martwię się, huh.
Jutro.