photoblog.pl
Załóż konto
Dodano: 30 SIERPNIA 2007

>>Nie czytajcie. Za wszystkie chwile depresyjne, będące pozostałością po przeczytaniu poniższego <<

>> tekstu - nie odpowiadam.<<

 

Moje życie jest tak samo bezbarwne, jak to zdjęcie. I cały czas coś mnie kopie, mimo że już leżę. Czuję, że nie mam sensu. Nic nie ma sensu.

 

Nie wiem, mam dość. Gdybym mogła już na zawsze zostać nastolatką. Jak teraz.

Żyć marzeniami, nierealnymi scenami z filmów, zadręczać się i płakać po kątach. Gdy wyobrażam sobie siebie za kilkanaście lat - widzę samotną, szarą kobietę, wiecznie zapracowaną, aczkolwiek nie potrafiącą sobie z niczym poradzić; widzę wieczny smutek, melancholię; widzę beznadziejną romantyczkę, oglądającą tony ckliwych filmów dziennie i zatapiającą swe smutki w kubełku lodów czekoladowych - bo prawdziwe życie to nie film, tu nie ma happy-endów.

 

Nie rozumiem, dlaczego jestem nastawiona na wszystko negatywnie, z głównym naciskiem na samą siebie. Wiecznie coś mi jest, wiecznie coś mi nie wychodzi. Co miesiąc chora siedze w domu na antybiotykach (oh, tak, znowu to samo co na początku wakacji, co od początku sierpnia tego roku, co w maju, co w marcu, co w grudniu-styczniu-lutym [wtedy to opuściłam ponad dwa miesiące szkoły]). Moja odporność fizyczna jest tak słaba jak psychiczna, a może jest ciut lepiej.

 

Nie wiem kim jestem. Nie wiem po co jestem. Mam nadzieję, że w przyszłym wcieleniu będzie lepiej.

 

Tak bardzo chcę iść do szkoły. Niech dnie wyglądają tak samo, jednak odrobinę inaczej - inne lekcje. Niech wreszcie mogę z kimś porozmawiać, bo dwa miesiące z zamkniętymi ustami to wielki ból. Tak, czuję się odrzucona. Od wszystkich - od rodziny (nikt mnie nigdy nie chwalił, wszystkich, ale nie mnie), od przyjaciół (takich to ja nawet nie mam), od całej społeczności. Nawet kobieta w księgarni darła się dzisiaj na mnie, że wczoraj sprzedano mi złe podręczniki (zamiast do pierwszej klasy gimnazjum, to do trzeciej - miały być dla kuzynki, nie dla mnie, a mimo to mi się oberwało) i dzisiaj musiałam wymieniać. Już nie wiem sama co robić.

 

Boję się, że sobie nie poradze, że bez pomocy pedagoga szkolnego, a może i nawet psychologa się nie obejdzie. Boję się, że sobie nie poradzę z nauką, z obowiązkami, testami gimnazjalnymi. Niedługo trzeba składać papiery do liceum, a ja nawet nie mam pojęcia, kim chcę zostać. Bo po co? I tak czuję się nikim. I nie mam pojęcia jak to zmienić.

 

Czytałam, że to, co mną zawładnęło, to nie egoizm, jak przypuszczałam, tylko narcyzm. Wszyscy myślą, że narcyz to osoba, która się sobą zachwyca - ale nie. Narcyz, z punktu psychologi, to ktoś położony w o wiele gorszej sytuacji niż egoista. Narcyz faktycznie jest skupiony tylko na sobie, lecz nie wygląda tak kolorowo. Raz patrzy na siebie i chwali się za wszystko, uśmiecha do lustra i cieszy z tego, kim jest - innym zaś razem beszta się za wygląd, za gestykulację, za życie, za wszystko... Depresja narcystyczna - skrajne wahania nastrojów. Możesz stwierdzić, że ładnie ci w tej nowej fryzurze, a po pięciu minutach masz ochotę wyrwać sobie wszystkie włosy z głowy, bo nienawidzisz się za to, że je co dopiero ściąłeś.

Takie zachowanie boli, bo wtedy gubisz to, kim na prawdę jesteś - wiesz z góry, że nic ci się nie uda, bo tak czujesz i w to wierzysz. I nawet jeżeli pewnego razu podejmiesz się czegoś, za chwilę z tego zrezygnujesz, bo nie będziesz miał sił psychicznych. To przykre, po prostu.

 

Mam ochotę usunąć się jeszcze głębiej w cień. Nie widzę żadnych pozytywów, wszystko jest beznadziejne.

 

Zniszcie mnie do końca, już prawie się wam udało.

 

 

edit.

 

"Nie możesz tego dusić w sobie!" - świeży cytat słów mojej szanownej rodzicielki. Na początku się ucieszyłam, że wreszcie dojrzała do pierwszej, poważniej rozmowy, że zauważyła, iż coś jest ze mną nie tak... Jednak nadzieja zgasła chwilę po tym, jak dodała: "Weź lipę z miodem i porządnie wypoć tę chorobę! Wywal ją z siebie, bo inaczje nigdy nie wyzdrowiejesz!"

 

Ból.

I żal.