Tej nocy Poznań nawiedziła dziwna burza.
Bez dźwięku.
Zupełnie głucha - aż słyszałam oddech brata, śpiącego za ścianą.
Jedynie z nieba sypały się iskry - jasne, mocne - białe, lecz czasem przerażająco błękitne, nawet różowe.
Burza.
Zabawna, aż się bałam.
Cicha, jednak w pewnej chwili, miałam wrażenie,
że tóż nad moim domem, uderzył grzmot.
Tak głośno, tak wyraźnie.
Za nim kolejny i kolejny.
Przerażające.
Aż wreszcie burza odeszła,
by dzisiejszej nocy powrócić i znowu mnie nękać.
Jak ja boję się burz.
Ale będę twarda, o!
Nie dam się.
Pisk opon raz, po chwili znowu, znowu i znowu.
Uderzenie, pisk, grzmot, błysk.
Wypadek?