Ostatnio coś jest na prawdę przeciw mnie.
Dlaczego zawsze, gdy mam dodać notkę, strona się ścina i muszę pisać od nowa?!
Życie jest nie tego.
Ponieważ jestem nieźle chora, postanowiłam wypić mleko z miodem i czosnkiem. Postawiłam wszystko na stole i udałam się do szafy w poszukiwaniu miodu. Mama przyszła do kuchni (trzeba zaznaczyć, że to pomieszczenie na max jedną osobę, dwie wchodzą, ale to już tłok). Stała i coś bręczała pod nosem, gdy ja wreszcie znalazłam słoik. Trzymałam go w dłoni, gdy nagle mama mnie popchnęła i wypuściłam go z ręki.
Faaajnie, z miodu nici.
Zaczęłam zbierać większe kawałki szkła, gdy nagle dostałam przez łeb, bo co dopiero mama ten miód kupiła. Zajechałam słoikiem w dłoń i krew się polała. Pobiegłam do łazienki, ją prosząc, by posiekała ten głupi czosnek.
Wróciłam do kuchni, zaczęłam sprzątać. Przywlekła się mama i zaczęła ścierać miód na mokro gąbką, co chwile zauważając nowe plamy (była jedna, wielka), tak więc cała podłoga w kuchni została umyta jakąś szmateczką. ja to musiałam wycierać.
Gdy wreszcie skończyłam, patrzę: matka czosnku nawet nie tknęła, bo film był jak zwykle ode mnie ważniejszy. A na prośbę, by ktoś pomógł mi wyjąć szkło z ręki, nie zareagował nikt. Poradziłam sobie, na szczęście.
Oh, wielkie dzięki, mamo.
Ayumi Hamasaki - Evolution.
A miałam taki dobry humor. -.-