Mimo, iż można się mnie doszukać na tej pracy, nie należy ona do mnie. Wydaje mi się jednak, że autorki też nie muszę przedstawiać.
Od dłuższej już chwili siedzę w bezruchu i gapię się w kaktusy. W jedenj sekundzie nakłada mi się milion myśli i jakoś ciężko mi wybrać chociaż jedną i przelać ją na monitor.
Z każdą godziną wszystko się zmienia. Bez sensu jest pisać o tym, co myśli się w danym momencie, bo wracając po chwili do tej myśli jest ona już nie aktualna...
Ostatnio o 180 stopni obraca się wszystko, co zaplanowane pod wpływem jakiegoś... impulsu. W jednej chwili jestem czegoś pewna, a zaraz patrzę na wszystko obiektywnie i poważnie zaczynam wszystko raz jeszcze analizować.
Udało mi się chyba sprecyzować, co chcę w życiu robić. I staram się nie planować za wiele, by właśnie nie stracic zapału do tego, co przez ostatnie dwa lata zaczynam coraz bardziej kochać. Jest takie miejsce... pewnie wiecie.... gdzie czuję, że życie staje w miejscu i wszystko właśnie zaczyna nabierać sensu. Hmmm a może znowu tylko mi się wydaje....
Pisząc o tym, co już było pozwala uwolnić się od pamiętania tego. Spisując całe swoje życie zapominam o nim. Dlatego, że inni dostają tą możliwość. Więc nie chcę. Nie chcę już nigdzie pisać. Zapisywać....
Właściwie to nic mi się nie chce.... Kończyć tego wpisu też... po prostu odechciało mi się.