Wspomnieniowo... maj'13 <3
Nie było mnie tu cały rok :o
Dużo się wydarzyło przez ten czas, ale nie przyszłam tu,
żeby zaczynać opowiadać tylko aby zakończyć tego fotobloga :)
Przeglądnęłam filmy i zdjęcia z ostatnich wspólnych 4 lat..
No i sklejam powoli jakiś filmik, coby to przedstawić w jakimś ładnym skrócie.
I aż by się chciało to jakoś pisemnie podsumować, ale od czego tu zacząć?
Chyba najgorsze w końskim świecie jest to, że kucyki nie chcą wcale rosnąć razem z właścicielami ;)
Więc o ile jeszcze parę lat temu siedziałam na ogromnym koniu,
tak teraz końska szyja jakoś szybko się kończy i do ziemi dziwinie blisko,
już nie wspominając o tym, że nie wiadomo co ze swoimi zbyt długimi nogami zrobić!
Dlatego też, niestety każda kucykowa przygoda kiedyś się kończy.
Nie mogę powiedzieć, że nasza już się skończyła, nie będziemy podbijać parkurów,
nie będzie regularnych treningów czy bicia rekordów ;) ale przecież już zawsze będziemy razem.
Czy pójść na spacer, czy wsiąść raz za czas, coś skoczyć, pogalopować, poprzytulać się chociażby można :)
Ale to już czas, żeby moja mała paskudna kucynka, per pani profesor zaczęła uczyć młodsze pokolenia :D
Może to troszkę egoistyczne, ale rozpiera mnie duma :) Jestem dumna z tego co razem zrobiłyśmy.
Z tego jak obie bardzo się zmieniłyśmy. Razem dorosłyśmy :)
Pamiętam początki... Teraz z perspektywy czasu uśmiecham się wspominając wszystkie upadki, nieporozumienia, ucieczki, chwile kiedy nic nie chciało się udać.
Wtedy do śmiechu mi nie było. Były łzy, była złość i we mnie i w koniu, wiele razy chciałam się poddać.
Były jazdy (ciężko je określić jazdami..) gdzie częściej byłam pod koniem niż na nim,
były momenty gdzie Tajga uciekała się na prawdę do wszelkich sposobów byle tylko się mnie pozbyć :D
Nie zliczę wszystkich upadków, tak samo jak nie zliczę ile razy zaczynałyśmy od początku...
Pamiętam jak wielkim wyczynem było dojechanie samotnie na łąke obok stajni, a i chwilę po dojechaniu najczęściej koń był już z powrotem w stajni..
Ale jak w takich momentach cieszą nawet te miniaturowe sukcesy! Pierwszy spacer, z którego wróciłyśmy stępem - nie galopem z koniem zaciągniętym na pysku.
Pierwsza jazda na łące, która nie skończyła się w stajni. Pierwsza jazda na halterku, cordeo.
Pierwsze jazdy bez upadków, bez bryków, z rozluźnionym koniem...
Udało się! :) Jesteśmy tu razem. I jestem z nas dumna.
Dziękuje ci koniu.
No i żegam się z Wami :) Dziękuje wszystkim, którzy czytali tego fotolobloga, komentowali, byli z nami - każdy koniec jest także początkiem :) Au revoir!