Sometimes happiness is simply being together <3.
Tajga, luty 2015
Wczoraj wróciłam do domu i dziś od rana w stajni. Moje ambitne plany jak zwykle roztrzaskały się na całkowicie zamarzniętej ujeżdżalni ;). Także Tajga jedynie wyczyszczona, wymiziana i zadowolona - bo cóż może być piekniejszego niż siedzenie cały dzień na padoku z łebem zanurzonym w balu siana?
Tak czy siak w teren da się wyjechać, więc jutro się wybierzemy, a dziś w terenie byłam z Blanką.
Najpierw puściłam ją, żeby sama mogła chwilę pobiegać, później pojechałysmy w teren. Jak tylko przejechałyśmy przez wał mały potrzepaniec stwierdził, że chce sobie pogalopować, a że się nie zgodziłam - przedstawiła mi swoje zdanie na ten temat. Dwa dęby i z czterech nóg do góry, później znowu kilka dębów i z czterech nóg do góry. Tak na prawdę nie posuwała się ani do przodu ani do tyłu - ot co, chciała sobie poskakać w miejscu. Szczerze troszkę chciało mi się z niej śmiać, kiedy tak stała i fuczała na własne nogi, wyrzucając je co chwile do góry. Na szczęście po chwili uznała, że chyba jednak miałam racje i spokojnie poszłyśmy dalej, a terenik był bardzo udany ;) Później jeszcze Bryza pobiegała chwilkę na lonży, bo w sumie przydałoby się, żeby przed terminem trochę się ruszała.
Mam nadzieję, że jutro pogoda będzie łaskawa i pozwoli nam coś porobić... Ale nie planujemy nic, żeby nie zapeszyć :D Miłego!