Taka kochana, zimowa paskuda. Wczoraj od rana u niej i było dobrze. Nie było rewelacyjnie, ale było pozytywnie :) Pracowałyśmy sobie z ziemi i chyba po raz pierwszy nie przeszkadzało jej to, że na ujeżdżalni był inny koń. Czasem rozpraszały ją konie biegające na pastwisku lub ludzie spacerujący po wale, ale rozumiem ją - ileż można się skupiać tylko na mnie :D
Zrobiłyśmy sobie uproszczony tor przeszkód składający się z drągów, opony, bramki i podestu. Skupiłysmy się głównie na odsyłaniu na koło i odangażowaniu zadu w stępie i w kłusie oraz cofaniu. Dodatkowo trochę ustępowania przodem i tyłem, oraz ugięcia poziome, które wyszły po prostu genialnie! I chociaż (jak przystało na wiecznie głodnego, biednego konika) zdarzało się, że "trawka rzecz święta, trzeba trochę skubnąć!" to jestem bardzo zadowolona :)
Ale poobserwowałam sobie mojego konia i wiem już, że muszę po prostu czasem podchodzić do wszystkiego z większą energią i częścej zmieniać ćwiczenia - to nam wychodzi na dobre :)
Ogólnie jestem pozytywnie nastawiona. Na następnej sesji wsiadamy i popracujemy z grzbietu. I jakiś terenik by się przydał też... Pomyślimy ;)