Pracuj razem z koniem, a nie przeciw niemu.
Dzisiaj rano wybrałam się na stajnie - zebrałam w sobie całe pozytywne nastawienie na jakie mnie było stać. Wzięłam Tajge na ujeżdżalnie i postanowiłam zrobić dzień habituacji. Na początek przypomnienie tego co było, czyli powchodziłyśmy na plandekę, a potem pobawiłyśmy się z Squezze Game w wersji hard! Czyli przeciskanie się pomiędzy ogrodzeniem a przeszkodą z zawiązanymi na niej reklamówkami idąc po plandece :D Jakby ktoś chciał zobaczyć jak to wyglądało <klik>.
Następnie pobawiłyśmy się piłką i parasolką, ale podczas gdy ja odbijałam piłkę od zadu i wymachiwałam parasolem (itp.) mój koń zupełnie obojętnie stał sobie z miną "Czy ty aby Olusiu nie stałaś dzisiaj za długo na słońcu?" także chyba średnio ją to ruszało ;)
Ale później nadszedł czas na gwóźdź programu - najstraszniejszego potwora ziejącego ogniem -bukmankę.
Trochę nam zeszło nad tym czasu, ale w rezultacie Tajgu postawiła dwie przednie nogi w przyczepce co ja uznałam za satysfakcjonujące na tyle, żeby na tym zakończyć :)
Potem wsiadłam na nią i tak bez niczego sobie podreptałyśmy, pokłusowałysmy trochę, skoczyłyśmy krzyżaczka i ogólnie pozytywny luz! Na odjezdnym znalazłam przez przypadek coś czego mój koń się boi! (Pomijając bukmankę hihi) Także już jutro Tajga zostanie wyhabituowanym Indianinem, który przestanie się bać owego strasznego przedmiotu jakim jest pióropusz :D Pozdrawiam