Chorujesz, a ja żartuję, że cały strach z Ciebie właśnie wychodzi. Żartuję i bawi mnie to, że nie możesz użyć swojej największej broni - złośliwości przez spuchnięte do granic możliwośći gardło. Możesz jedynie karcić mnie wzrokiem, ale nawet to nie zmieni faktu, że lubię spędzać z Tobą czas - czas w którym milczymi i przykrywamy się po same usta kocem. Mimo, że nie pozwalasz mi się do siebie zbliżyć ( wmawiam sobie, że z troski o moje zdrowie ) to lubię gdy jesteśmy razem. To miłe nawet gdy każde z nas robi co innego - Ty się uczysz, ja czytam ( a właściwie udaję, bo co chwila spoglądam w Twoją stronę ) ale jesteśMY i mógłbym to jak kiedyś powiedziałś ' celebrować jak eucharystię najcenniejszą '.