Kochanie.
Dziś 15-ty.
Nie taki jak byśmy chciały, ale jest i to jest w tym najważniejsze.
Z okazji tej śmiele chcę Ci powiedzieć, że nadajesz sens mojemu życiu.
Każdy dzień ma smak i kolor, bo jesteś.
Zmieniłaś mój świat i zmieniłaś mnie, bo dzięki Tobie nauczyłam się płakać ze szczęścia i śmiać się na cały głos.
Inni mogą w Ciebie wątpić - ja zawsze będę wierzyć.
Inni mogą Cię skreślić z życia - dla mnie zawsze będziesz w jego centrum.
Inni mogą widzieć w Tobie zło - ja zawsze będę wyciągać z Ciebie dobro.
I chociaż boję się okropnie Ci ufać, bo na samą myśl że mogłabyś mnie skrzywdzić chce mi się przestać istnieć, to jednak wiem, że Cię kocham i że chcę żebyś była.
Chcę być z Tobą.
Chcę już zawsze przytulać się do Twych pleców gdy stoisz w oknie albo myjesz naczynia.
Nosić Twoje skarpetki i spać w Twojej koszuli.
Pić z Tobą kawę w moich dużych kubkach i pozwalać Ci na wyjadanie moich bułeczek maślanych.
Udawać wspólnie, że umiemy gotować i zachwycać się że zrobilłyśmy coś z niczego.
Pozwalać Ci decydować co zamówimy w knajpie i kłócić się z Tobą o Twoje przyjazdy.
Gryźć Cię w ucho i patrzeć jak umierasz w zatraceniu.
Scałowywać Twoje ukradkowe łzy.
Muskać kąciki w Twoich policzkach gdy się uśmiechasz.
Leżeć koło Ciebie nago i wstydzić się zawsze tak samo, jakby to był pierwszy raz.
Ganiać się z Tobą po mieszkaniu i słuchać jak błagasz o litość gdy Cię łaskoczę.
Otwierać pasztet pilniczkiem i pić piwo w kieliszkach od szampana.
Gładzić Ci plecy i zachwycać się krzywymi palcami u Twych stóp.
Nie obrażać się kiedy mi ukradkiem zjadasz ciasto z talerza i burzyć gdy nałożysz mi większą porcję niż sobie.
Głaskać Twoją zmęczoną głowę i przytulać Cię gdy jest źle.
Zachwycać się Twoimi dłońmi i wszędzie, ciągle szukać Twojej ręki.
Być piecykiem w zimie i ukojeniem w lecie.
Rozmawiać pięć razy dziennie i nie mieć dość.
Żyć z ciągłą potrzebą wypowiedzenia Ci tego, czego nie da się powiedzieć.
Słuchać Twojego marudzenia i wstydzić się że Ty cierpliwiej słuchasz mojego.
Pożyczać Ci płyty jako jedynej osobie i dawać Ci książki z lękiem czy wrócą w takim samym stanie.
Pozwalać się nosić na barana i nacierać Cię śniegiem w zimie.
Wygłupiać się gdy wszyscy mówią że powinnam być poważna.
Oglądać z Tobą gwiazdy i chodzić w nocy po lesie.
Uczyć się dojrzale rozmawiać i wkurzać na siebie że znowu się zamknęłam w środku.
Pilnować żebyś nie paliła i tysięczny raz tłumaczyć że kawa nie nawadnia organizmu.
Chodzić z Tobą do kościoła i patrzeć jak cierpliwie znosisz wystawanie ze mną w kolejkach do lekarza.
Zachwycać się pięknem Twojego ciała i irytować że nie założę przy Tobie 12-cm szpilek.
Martwić się gdy gdzieś jeździsz i rozumieć potem czemu krzyczysz gdy długo nie odpisuję.
Zazdrościć tych chwil z Tobą, które ukradł mi ktoś inny i czuć ból na myśl, że kiedyś przyszło Ci do głowy by być z inną.
Obejmować Cię gdy ktoś Cię zrani i uczyć znosić porażki.
Starać się nie mówić "a nie mówiłam" gdy zamiast rozsądku ulegniesz ambicjom i brakowi cierpliwości.
Pieścić Cię w nocy i zabierać Ci całą kołdrę.
Odwracać się do Ciebie bokiem i czekać aż przytulisz się przed snem do moich pleców.
Czuć że przy Tobie jestem bezpieczna, a mimo to drżeć każdego dnia o ten związek.
Kochać się z Tobą namiętnie wszędzie gdzie się da i kochać się czule i tak boleśnie blisko by nikt nie włożył między nas szpilki.
I nie kochać się nawet do ślubu i wiedzieć że to szanujesz i podziwiać to.
Być czystą dla Ciebie i grzeszną dla Ciebie.
I budzić się obok i zasypiać obok.
I chorować i jeść i ubierać się i płakać i pracować i wychowywać dzieci i nie mieć pieniędzy i je mieć.
Żyć obok i umierać obok.
Po prostu być razem i jakimś cudem, jakimś magicznym cudem przekonać Cię że warto o mnie walczyć, a gdy już zawalczysz że nie warto nigdy ze mnie rezygnować.
I pilnować byś nigdy nie odeszła i błagać byś mnie zatrzymała gdybym to ja chciała odejść.
I jeszcze nieskończoną ilość innych rzeczy...