Ojej nie było mnie miesiąc prawie. No trudno.
W międzyczasie miałam jednego kulawego konia, później dwa i na koniec znowu jednego.
Na szczęście już oba są zdrowe!
Także na moich koniach sie raczej nie najeździłam.
Sylwester tak bardzo szalony w domu z laptopem.
Ale końcówka roku była meeega udana, bo w GD!
Ogarniamy sie z Andrzejem. Pomykamy pasażem, bo Pani Ola stwierdziła, że mam sie nauczyć zbierać kłus.
Kocham to miejsce.
Właśnie wróciłam z gór.
Pewnie przydałoby sie jakeis podsumowanie zeszłego roku, ale to chyba bez sensu.
Co ma sie stać to sie stanie. Nie ważne kiedy, ważne, żeby niczego nie żałować!