W sumie to o egzaminach nie mam już co pisać, bo po pierwsze dawno mamy je już za sobą, a po drugie co ja tam mogę pisać, jak ja tylko humanistyczny pisałam. Za to pozwolę sobie wrócić na chwilę do tego tematu, jako, że parę wypowiedzi, czy dialogów wartych jest umieszczenia na tym blogu.A wiec chronologicznie
na religii:
N: Słuchajcie, nie ma co się przejmować - nie jesteście pierwszym rocznikiem piszącym ten egzamin (nie licząc angielskiego) i nie będziecie ostatnim.
U: Ale jako ostatni będziemy pisać maturę...
No tak, w 2012 ma ponoc nastąpić koniec świata
podsłuchane w autobusie, w dniu egzaminu z części językowej:
[k=kobieta]
K1: Ale teraz te biedne dzieci to męczą, z angielskiego każą im pisać egzaminy.
K2: No tak, a przecież niektóre dzieci dobrze mówią po angielsku, ale pisaniem mają problemy i co wtedy takie ma począć...
A my i piszemy, i mówimy - widocznie jacyś wybitni jesteśmy
dzisiaj na polskim, omawiamy test gimnazjalny:
U: Może mnie pani wyrzucić przez okno, ale ja w rozprawce dałem przykład z *** [tutaj jakiś trudny tutuł z równie trudnym nazwiskiem autora]
N: No dobrze, rozumiem, że to twój ulubiony bohater. Proszę o otworzenie środkowego okna...
Niektórzy w tym momencie pewnie zaczęli sobie robić nadzieje, że wreszcie zobaczymy z bliska jak wygląda owa słynna defenestracja
No i chyba wychodzi na to, że temat egzaminów mamy juz definitywnie z głowy ^^ Także możemy przejść do wydarzeń bieżących. Nie zamierzam się tu za bardzo rozwijać, bo już po dobranocce, więc mój mózg przełączył sie na tryb oszczędnościowy:
* w dniach 1-3 maja celebrowaliśmy najkrótszy długi majowy weekend chyba w całej historii świata
* w poniedziałek byliśmy w kinie na "Generale Nilu" (kolejny film z cyklu mądrych, ale zbyt ponurych i dłużących się)
* we wtorek wyprawa do Ogrodu Botanicznego, w której nie uczestniczyłam (podobno naszą klasę wywalili z Botanika za zakłócanie porządku już po 0,5h i w rezultacie musiała sobie urządzić piknik na trawniku przed bramą ogrodu w tumanie spalin pochodzących z przjeżdżających co chwila przez WZ-kę tirów)
* w środę dowiedzieliśmy się o zmianie planu lekcji, poza tym mieliśmy dwa WF, na których robiliśmy (jeśli to możliwe) jeszcze mniej niż zwykle. No chyba, że zamawianie, a następnie pochłanianie pizzy też można zaliczyć do ćwiczeń ruchowych
* w czwartek poznaliśmy szczegóły dotyczące wycieczki klasowej (takie tam zupełnie nie istotne sprawy jak gdzie my właściwie jedziemy i co będziemy robić)
Uff.. to chyba wszystko z bardziej istotnych rzeczy. A teraz mam dla was jeszcze coś:
kiedyś tam na matematyce:
N (do uczennicy, która spóźniła sie na zajęcia): Nie można tak biegać. To nie przystoi.
Ciekawe co na to powiedziałby pan R.
dzisiaj na polskim:
N: Dlaczego ty, U, masz znowu pomazany mundurek?
U: Przecież to tylko mundurek...
N: Co ty sobie wyobrażasz?! To jest... brak szacunku dla tradycji szkoły.
koniec na dziś.
PS Na zdjęciu mój działkowy zimorodek - niewielki ptak należący do trójki największych polskich ptasich piękności, nazywany także "żywym klejnocikiem", ze swoim fantastycznym turkusowym grzbietem i intensywnie rudym brzuszkiem słusznie zreszta zasługujący na ten tutuł