Tyle sprzątania, gotowania, stresu... i już po.
Jednak za coś lubię święta, może nie za to, że mam wolne. Chociaż za to też, ale za to, że chociaż jeden dzień w roku nie kłócę się z rodzicami.
I gdyby nie namiastka śniegu, choineczka złotoświecąca i piosenki świąteczne lecące w radiu, myślę, że mało kto poczułby ten klimat. Klimat, który powinniśmy czuć bez tego wszystkiego. Pomijając fakt, że idąc tym tokiem myślenia ludzie pracujący w Obi czują święta od końca października. Nie skomentuję tego.
I zmusiłam się, chociaż tego bardzo nie lubię, napiłam się kompotu z suszu, nie, nie liczę na oklaski. :D
A dzisiaj kolejny dzień z serii 'rodzinne grono'.
Może na 'Wesołych świąt' jest już za późno, to chociaż udanego sylwka życzę :)