"Per aspera ad aspra" - przez trudy do gwiazd. Sentencja nie nowa i nic nowego nie odkrywająca ale jednak prawdziwa. Każdy jej ogólną interpretację raczej zna choć zapewne do samego końca dopowiada po swojemu. Hasło jest to bardzo dumne, pełne poświęcenia i założenia ciężkiej pracy. Ja wolę twardziej stąpać po ziemi. Zamiast do gwiazd wystarczy mi osiągnąć księżyc ;). Na razie jako dobry zadatek na jego dosięgnięcie dodam zdjęcie z Ola, ku niemu spoglądającemu a następnie wezmę się do pracy - tej przymusowej, która zapewni mi byt na przyszłe lata (czyt. za szkołę/naukę) i tą dobrowolną czyli służbę, do której dzisiaj wpadło kilka nowych kategorii i obowiązków, ale zarazem trochę więcej możliwości wkładu i decydowania o tym co się dzieje w moim środowisku, w którym chcę przebywać. Ale po kolei bo nawet do tych gwiazd czy księżyca najwięksi lub NASA bez uprzedzenia i przygotowania nie ruszali ;).
Ogólnie cały dzień biorąc - był maksymalny zapierdol. Nie pamiętam tak pracowitego dnia w tym roku. Serio. Od samego rana był pogrom na matematyce (cudem wywinąłem się 1 z matematyki, którą otrzymała spora część klasy, która nie pisała poprawy z funkcji), następnie klasówka z religii z Biblii (które to owe wymagane tematy czytałem 2 tygodnie temu, kiedy to pierwotnie miała być pisana i zbytnio dużo z nich nie pamiętałem). Następnie klasówka/kartkówka z chemii, która poszła raczej źle. Potem j. polski (strach przed wywołaniem do odczytania pracy domowej. Gdyby prosiła o opowiedzenie to mógłbym nawijać całą lekcję. Tylko, że ona kazała czytać z zeszytu a jako, że pisać odręcznie nie lubię/nie chciało mi się zrobić pracy domowej - nie posiadałem wymaganej treści. Na szczęście nie spytała mnie bo zagadywałem ją na inne tematy i pewnie uznała, ze mam zrobioną :P). Po polskim tylko angielski i niemiecki, które jako tako lekko poszły, poza tym że w czwartek z niemca będzie kartkówka a w środę z angielskiego sprawdzian.. Po wymarzonym powrocie do domu, musiałem jeszcze się wybrać do Łasku, bo książkę trzeba było oddać do biblioteki, następnie ponownie wrócić, pozmywać stertę naczyń (z trzech dni bo nikomu się nie chciało. Myślałem, że coś mnie jebnie jak sprawdziłem, że na tej super fajnej czynności straciłem 40 min.). Po zmywaniu maiłem na szczęście trochę wolnego czasu (wypad do hufca przesunął się na środę), który poświęciłem na naukę matematyki. Po nauce zaczęło się coś, na co czekałem długi czas - spotkanie w sprawie środowiska ZHP w Kolumnie. Obradowaliśmy prawie dwie godziny i powstał 21 punktowy zapis zmian/wniosków/ustaleń dotyczących poprawy szczepu. Albo raczej jego rewolucji (bo to będzie całkowita rewolta wszystkiego i ponad połowa rzeczy od podstaw). Szczegółów podawanie będę chociaż ogólny jego zamysł czyli: Angeliki parcie na sznur/funkcje, Arlety słomiany zapał i kontakty ojca oraz moja manipulacja/fałszywe podlizywanie dupy do gołej kości wypadły znakomicie. Oczywiście liczę na porządną odważną oraz chamską opozycję do naszego układu lub osi zła. Bo taka tchórzliwa i omawiająca nas za plecami i nie mówiąca/jadąca po nas wprost to marna motywacja do lepszego działania ;D.
Na koniec w tych pracowitych klimatach zostając, piosenka (jakby mogło być inaczej? :P. Tym razem jest o bitwie i o pieśni opisującej/nagrzewającej do walki. Można to interpretować jako walkę z lenistwem, choć mi się bardziej kojarzy z walką na miecze w zakutych hełmach lub szturmową okopach. Ale podobno dziwny jestem, więc proszę się nie sugerować :P <..>
Inni zdjęcia: 15 / 03 / 25 xheroineemogirlxKot quen... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24Właśnie wyszedł z pościeli... halinamObsesja. tophotKiedyś tophotProgress pamietnikpotwora