Zastanów się nad sensem.
Nad sensem życia.
Nad sensem tego wszystkiego co się dzieje.
Nie tylko teraz, ale również w przeszłości i w przyszłośći.
Moje realia o istnieniu zostają burzone..
Przestałam wierzyć w rodzine. Gdy by nie to że jestem z nimi spokrwniona i mieszkam z nimi nie rozmawaiła bym a nawet nie chciał ich widzieć( tyczy się to niektórch osób).
Przyjaźń też straciła na wartości. Te 'bardzo bliskie' osoby przychodzą i odchodzą z zbiegeim czasu.. Czy jest wg sens zbiżania się do niech, bo i tak jest pewność, że odejdą prędzej czy później. Może to ta potrzeba spędzenia zajebistej młodości i dzieciństwa. Później bd to wyglądało całkiem ineczej..
Miłość. Najgorsze, najśmieszniejsza a zarazem najpiękniejsze słowo i uczucie.
Nie wierze po prostu nie. Nie potrafie wytłumaczyć tego. Czuje coś. Coś dziwnego, niekiedy nie możemy przestać i nie mamy na to wpływu.. Są osoby które zostaną w naszej pamięci na zawsze. Sentyment. Nie lubie wspominać, ani myśleć o tym. Wydaje mi się, żę i tak każdy pragnie szczęścia dla siebie. Każdy jest pierdolonym samolubem, nawet jeśli zaprzecza temu to i tak w środku siebie kurwa myśli tylko o sobie. Zdarzają się osoby które pomagaja innym ale wpłyneły na nich zazwyczaj te same warunki.. lub poprostu wydaje nam się, że tacy są a tak naprawdę pięknie grają !!!! Tak jest. Nie chce.
Więc czy jest sens tego życia. Bycia ?
Bo i tak zanim się obrócimy bd leżeć w szpitalnym lóżku.
Życie jest jedno, ale czy każdy chce je przeżyć. Jesteśmy różni, a tak naprawdę tacy sami. Rodzimy się, następnie uczymy sie, szalejemy, zakładamy rodzine, pracujemy, siedzimy w kościele, w ogródku lub przed telewizorem i umieramy.
Pytanie. Czy ja chcem wg to przeżyć. Możę skończe na którymś z etapów i nie dojde do końca ?
Ehh. Trodno i się nad tym zastanawiać. Jak narazie musze kurwa być twarda. Nie jest to proste, ale nie mam innego wyjścia jeśli chce jeszcze przeżyć trochę tej monotonnośći.
A teraz ide udawać szczęśliwą osobę. ;)