Nienawidzę narzucania stereotypów. Jakim prawem ktoś ma mi mówić jak mam żyć? Nienawidzę dwulicowych koleżanek. W jakim celu mam z takimi osobami rozmawiać, skoro potrzebują mnie tylko gdy mają problem, a gdy ja ich potrzebuję, to ich nie ma. Nienawidzę dennego pieprzenia o zmianach. Chcesz się zmienić to to zrób! Gówno mnie obchodzi czy to zrobisz czy nie, chociaż to jest jasne, że to tylko puste słowa. Ludzie prosili mnie o zmianę, czegokolwiek w swoim życiu, zmieniłam. Co teraz słyszę? Zmieniłaś się, blablabla. Najpierw chcą jednego, a później negują moje wybory! Nie mam ochoty już na nic. Nie mam ochoty wyjść z domu, nie mam ochoty z kimkolwiek na rozmowę. Mam ochotę spakować swoje walizki i wyjechać stąd jak najdalej, rozpocząć nowe życie. Dobija mnie fakt, że ludzie zawodzą.. Że nie spełniają moich oczekiwań, które w zasadzie sami zasiali w mojej głowie.. Uczucie jakiegoś żalu, jak się go pozbyć? Dlaczego Bóg dał człowiekowi uczucia? W jakim celu? <cenzura>