gowno
to wszystko już nawet nie jest egzystencją, staram się jakoś oddychać na tym świecie ale wychodzi mi to coraz ciężej. nie potrafię pogodzić się z myślą, że moje życie skończy się tak, jak wiem, że się skończy, a jeszcze nawet się porządnie nie zaczęło. jestem za młoda i za dużo wiem, przejmuje się rzeczami, których nie zmienię i które mnie nie dotyczą. staram się przekonać siebie, że to mechanizm obronny, ale już sama nie wiem. czas leci za szybko, a życie przepływa mi przez palce. wczoraj obudziłam się z pięcioletniego snu i zdałam sobie sprawę, że zmieniło się zbyt dużo rzeczy i że mam piętnaście lat, kiedy kiedyś myślałam, że jak będę mieć piętnaście lat to będę inna, lepsza, zaradna i wspaniała, a jestem gorsza niż kiedykolwiek. zdążyłam się już przepalić. zero w tym wszystkim ładu i składu, ale co się dziwić, to moje chore odczucia (uczucia?). staram się myśleć o teraźniejszości, nie myśleć o przyszłości, a o przeszłości zacząć zapominać. czuję się równocześnie na dziesięć i czterdzieści lat. chciałabym pewnego dnia obudzić się znowu w drugiej klasie podstawówki i poprowadzić moje życie inaczej.
najgorsze jest to, że ludzie mówią. mówią, że "wykształcenie", "skończ szkołę", "studia", "dobrze płatna praca". ale po co to wszystko? co to zmieni? nie chcę być kolejnym zmechanizowanym królikiem doświadczalnym społeczeństwa. nie dam się złapać, nie dam się oswoić. to chyba jakiś dziwny okres buntu, ale zamiast kłócić się z rodzicami, kłócę się z samą sobą i z gwiazdami, które co noc sprawiają, że utwierdzam się w przekonaniu, że nikt nie wie nic o niczym. albo o wszystkim. ten ciężar spada na moje barki i ja już nie mam siły, chciałabym znów beztrosko denerwować się, gdy obiekt moich westchnień nie odpisuje przez dziesięć minut. chcę znowu taka być, to by było takie proste.
znowu ludzie powiedzą - "piętnaście lat masz!", "wyolbrzymiasz!", "pusto masz w głowie!". Mam piętnaście lat. Wyolbrzymiam. A w głowie pusto mamy wszyscy.
nie wiem nic, a chcę wiedzieć wszystko. no, i ludzie znowu powiedzą - "to się ucz". ale tu nie chodzi o naukę. nie chodzi o liczby, nie chodzi o zasady. chodzi o świat. co wiemy o świecie? wszechświecie? ludzkim wnętrzu? nazwaliśmy uczucia tak, jak chcieliśmy. stworzyliśmy granicę, której nie można przekraczać, bo uznają nas za popierdolonych. stworzyliśmy sobie wszystko, stworzyliśmy sobie zakazy. powiedzieliśmy "ośmiolatek nie wie, co to cierpienie". "dwunastolatka nie może się poważnie zakochać". "dwudziestolatek nie może zachowywać się niepoważnie". wyjdziesz za ustaloną granicę - zeżrą cię. potną na kawałki, doprawią, wsadzą do piekarnika i zeżrą razem z talerzem. nie można być innym. nie wypada. zniszczą, zjedzą, przetrawią, a potem wysrają nowy, śmierdzący model na swoje podobieństwo.
argh, nienawidzę swojego umysłu
gowno