O, wtórności... Kryzys twórczy nie pozwala nawet wykombinować oryginalnego pomysłu na zdjęcie...
Zastanawiałem się jakiś czas temu, jak by to było, gdybym nagle, teraz odszedł. Zostawiłbym za sobą siebie takiego, jakim mnie znają, widzą, piszą, pamiętają. Takim, jakim im się wydaję dziś.
Wszyscy mówiliby o mnie dobrze już zawsze. Byłbym zapamiętany jako człowiek z ambicjami, z wielką przyszłością, która już nigdy nie nadejdzie. Jako pracujący nad sobą uczeń, niedoszły kandydat na studia na wysoce renomowanych w Polsce uczelniach. Jako człowiek z ideami, planami, chęciami, które nie zostały wypełnione. Jako mąż i ojciec, który nie doczekał swojej funkcji, a do której czuł się przeznaczony.
Wszystko to, co wymieniłem ciąży mi. To wszystko wielkie oczekiwania wobec mnie. Tego wszystkiego spodziewają się po mnie inni, tego dopełnić chcę ja. Jestem na niesamowicie wysokim piedestale oczekiwań swych i cudzych. A upadek z niego wydaje się być śmiertelny.
Tak, to co mnie ogarnęło to strach. Strach motywujący. Bo kiedy mam się starać o swoje życie, jak nie teraz?? Po co to w ogóle piszę...? Wracam do spraw WAŻNYCH!...