Dzień jak codzień w moim małym, wymarzonym świecie. Leżę sobie spokojnie z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, nikt ode mnie nic nie chce i komórka, jak w kąt rzucona 23.XII, tak tam cierpliwie czeka i wie, że nie tęsknię. Wyleguję się pielęgnując chorobę ściskającą moje gardło do tego stopnia, że nawet Nothing Else Matters w moim wykonaniu brzmi jak cover Behemotha. (niech mnie tylko ta choroba do sylwestra zostawi... plx)
No. Tak więc leżę sobie. Ale nie sam. Jest ze mną pani Zeh (niemiecka aurotka, książka "Instynkt Gry", potężnie psychologiczna. Jako że normalnie nie czytam książek, niech z okazji świąt świnia przemówi ludzkim głosem ;D), a prócz niej towarzyszy mi nieustępliwie (ang. Tenacious xd) druga pani - Muzyka. Co tam, że łóżko jest dwuosobowe, jakoś się we trójkę mieścimy :)
Ta ostatnia, jak wiadomo, wiele ma imion. W moim guście od chilloutu po horror metal z całą pośrednią gamą. Jednakże miejsce najbliżej mego serca (gdzieś tak pod mostkiem) zajmowała zawsze Metallica. Zatem gdy tylko na Chilli Zet zaczęły się wiadoomości (też mi chillout) przełączyłem czym prędzej na legendarny Kill'em All wspomnianego blasznego kwartetu.
Swoją drogą, wielu uważa, że Metallica skończyła się na tymże albumie (dla niezorientowanych - jest to pierwszy album). A ja, już bez żatrów, zgadzam się z tym. Ale coś się kończy, coś się zaczyna ;D Fakt, że żadem z albumów nie jest już tak radośnie buntowniczo-harleyowy (nie wiem, skąd to skojarzenie XD), ale każdy jest tak na prawdę inny, ma własne dobre strony. Metallica kończyła się więc również na każdym kolejnym albumie ;D
Dlatego też podczas owego lekturowego chilloutu naszło nie dziwne uczucie, nie wiem, czy iść z tym do lekarza, ale poczułem smak muzyki XD (synestezja, check wiki :) Postanowiłem przypisać kolejnym albumom Mety smak.
Chronologicznie:
Kill 'Em All - opiłki stali
Ride the Lightning - wódka + bateria 9V (na pewno próbowaliście te dwie końcówki na języku XD)
And Justice For All... - kolczuga z żelaza
Master of Puppets - heban
Load+Reload - gorąca kawa z herbatą i piwo
Czarny Album - izolazja kabli (koniecznie czarnych xD) + schabowy
St. Anger - blaszana przykrywka od garnka + tabaka (nie pytajcie)
Death Magnetic - piła tarczowa + krew (Boże Święty... horror xd)
Jeśli macie swoje zdanie, to proszę uprzejmie ;)))
pozdrawiam wszystkich, którzy się jarają na koncert w czerwcu xDDDD