Niebeskooka Gwiazdka.
11
- Kochanie, zanim ci to dam chciałabym żebyś wiedziała że twoja mama nie była wcale zadowolona z mojego pomysłu. Ale decyzja należy do Ciebie. Możesz to przyjąć, ale wtedy będziesz miała obowiązek nosić to jako talizman. Lub oddać mi. byłyśmy z babcią w ogródku, siedziałyśmy na ławce. A Rozalia w rękach trzymała małą złotą szkatułkę.
- A co to jest? i wtedy babcia otworzyła pudełeczko, a w środku była bransoletka, delikatna, srebrna, błyskała się w świetle słońca, przypięta była do niej gwiazdka, nie była od kompletu, była mocniejsza, bardzo mała, na twardej zapince. I słonce nie chciał odbijać od niej swoich promieni. Mimo że były to tak różne błyskotki razem zgrywały się w idealną całość. Delikatność i wielka siła. Bransoletka była piękna. Chciałam ją wyjąć, wyciągnęłam po nią rękę ale babcia zamknęła mi pudełeczko zanim zdążyłam jej dotknąć.
- Kochanie ta bransoletka jest dla mnie ważna. Dostałam ją od twojej babci. Miałam przekazać ją twojej matce, ale ona zdecydowała że jej nie chce. Ta bransoletka jest bardzo wyjątkowa a ty musisz podjąć decyzję czy chcesz ją ode mnie przyjąć. bałam się tej błyskotki wyglądała groźnie, a była tak delikatna. Nie mogłam podjąć decyzji. Więc zaczęłam wypytywać.
- Rozalia, dlaczego mama nie chciała żebym dostała tą błyskotkę?
- Bo tą bransoletkę przekazuje matka córce, ale twoja mama zrezygnowała z tego przywileju. Uważa wręcz że ja nie mam prawa dać jej tobie. Sądzi że błyskotka powinna zginąć z naszego rodu, że następne polenienia nie powinny już jej nosić. Uważa że bransoletka ściąga pecha na osobę która ją ma.
- Dlaczego ona mi nie pozwala za siebie decydować?
- Martwi się o Ciebie. Jesteś jej córką, nie miej jej tego za złe. Więc jak podjęłaś decyzję? Bo potem już nie będziesz miała możliwości zmienić zdania.
- Boję się babciu. naprawdę to czułam nie wiedziałam co powiedzieć.
- To dobrze. Znaczy że czujesz, że będziesz nosić na sobie skutki dzisiejszej decyzji. Jesteś już dorosła. Chodź dla mnie zawsze będziesz moją malutką Laurą.
- Babciu. Nie cierpię jak tak na mnie mówi. To takie dziecinne.
- Wiem. Przepraszam. uśmiechnęła się.
Patrzę się w jej w dziko zielone oczy i kładę rękę na kolanach Rozalii. Słyszę jak otwiera pudełeczko i wyjmuję błyskotkę. Wszystko dzieje się z zawrotną prędkością. Czuję bransoletkę na nadgarstku.
I z wrażenia aż wstałam. Te uczucie.
Wokoło całej mojej osoby powstało jakby tornado. A ja byłam w jego środku. Nie czułam bólu, czułam że tam gdzie ja pójdę, wiatr pójdzie ze mną. Stałam na brzegu, na boska a nogi aż po kolana, a może i wyżej obmywały mi burzliwe fale morza. Dwa niepojęte uczucia zgrywały się w idealną całość. To wrażenie uciekło w tak samo szybkim tępię jak się pojawiło. Lecz nie całkiem zniknęła siła jaką ze sobą niosło to przeżycie. Nie miałam odwagi spytać babci co się ze mną dzieję ani o to co czułam. Byłam wręcz pewna że ona to rozumie. Patrzyła na mnie z uśmiechem. Szczerym uśmiechem. Dawno nic nie sprawił jej takiej przyjemności.
- Kochanie pamiętaj że to twój talizman.
- Dobrze babciu. Rozalia dała mi buziaka i poszła. Nie wiem gdzie. Nie wiem po co i nie wiem dlaczego. Ale to nie miało znaczenia. Zostałam na ławce. Kłócąc się z myślami. A w mojej głowie panowała kompletna burza. Nie potrafiłam nad nią zapanować. Chce tam zobaczyć tęczę. Chcę. Ale to nic nie daję. Musze to przemyśleć. Wszystko się zmienia. Wszystko. A ja nie rozumiem nawet połowy tego co mnie ogarnia, i ciągnie w przepaść.
Cdn.
Aloszek.
I jak tam święta .?
Macie coś przeciwko dodanu tu kilku sentencji .? < postaram sięsama coś wymyślić. >