wiatr co gna po polach
i rozwiewa włosy me
on zabiera myśli złe
i przeplata z traw zielonym
kłosem
o świcie gdy zieleń soczystsza
myśli te formują
swe pogmatwane istnienia
lecz wtedy wiatr podrywa
je do lotu i z opętańczym
śmiechem na bezcielesnych
wargach rozmywa je
w szarości sklepienia
niespokojna o los
każdej z mych prześladowczyń
spoglądam w niebo
i głęboko zaglądam w oczy
chmurom lecz nie widzę
żadnej
wiatr co gna po polach
on szepce mi do ucha
muska dłonie i całuje szyję
by po chwili znów ulecieć
w przestworza z puklem
niewdzięcznych myśli
co zatruwały krew mą
swoiste katharsis wiatr dopełnia
obietnicą zapachu
ziemi