Jak samotne drzewo na szczycie wzgórza
królujące nad pustką.
samo sobie panem i wasalem
Smagane wiatrem podkula gałęzie
liście szeptem zawodzą pieśń o bólu
Walczy o miłość nie pisaną mu.
Łez woń żywiczna roztacza swą aurę
napełniając duszę świadomością.
Przerażającą prawdą o swym istnieniu
o bezpowrotnej tułaczce ku
czeluściom ignorancji.
Nie poddaje się szarpie krępujące je sznury
aby jeszcze raz odetchnąć
Jeden ruch
Martwej ciszy szum pozstał