jakaś taka niewytłumaczalna pustka pojawia się w moim serduchu... tęsknota. brakuje mi Miśka, Marty, Marlenki, Kasi.. dużo by wymieniać.. chyba dopadła mnie jesienna depresja, w końcu wystarczy spojrzeć za okno... mam tyle nauki, że jest to kolejnym powodem mojej depresji. jeszcze te popieprzone sny i budzenie się 50 razy w ciągu nocy.. czuję się jak maszyna., wstaję, idę do szkoły, wracam, uczę się, śpię. niech to już wszystko minie, niech się skończy... zaraz matura. co z tego? to tylko kolejny stresujący moment, w którym uświadamiasz sobie jaką jesteś idiotką, bo nie umiesz policzyć zbioru rozwiązań równania kwadratowego lub nie wiesz kto napisał i co było w "Ferdydurke"... Marta przyjedź i jednak kup tego whiskacza. chyba wkraczam w dorosłość. boję się tego. tyle ważnych decyzji, których konsekwencje mogę odczuwać do końca życia... boję się tego wszystkiego. chciałabym spędzić całe życie w domu, kryjąc się przed całym okrutnym światem w ramionach mamy...