Dzisiaj chyba nikt nie ogarniał. Marysia i Dawid tak jak ja, nie zrobili żadnego zadania dobrze. Dawid dobrze spisał Pani rozwiązanie a ja prawie dobrze.. Potem Marysia wyciągnęła mnie do Kauflandu nie wiem po co i pojechaliśmy do domów. Nie chciałem do niej wchodzić tylko jechać do domu. Żegnając się powiedziałem, że żeby naprawić rower ale nie chciało mi się tego robić i stoi grat z "przerzutką a'la Flinstone" czyli pantograf przerzutki zblokowany kamieniem. Położylem się na łóżku, otworzyłem okno bo oczywiście w domu musi być 22 stopnie bo mam nie dogrzanych rodziców i przez to mam powysychane śluzówki więc bunkruję sie w pokoju, zakręcam kloryfer i otwieram okno. Mama sie pyta czy chcę krokiety, czemu nie jestem głodny, czym sie najadłem, co tak leżę, itp itd tysiące bezsensownych pytań. To wszystko było irytujące. Leżałem tak ponad godzinę po czym się podniosłem do kompa i pogadałem z Dawidem, posłuchałem trochę muzyki i już żyję i nie będę wspominał już o reszcie porażek dnia codziennego, bo to nieistotne No chyba, że jeszcze wspomnę o piątym miejscu na 12 na Wyścigu Niepodległości. Nawet Oszołom mnie wyprzedził.