Aparat popsuł się definitywnie. Jestem skazany na ilustrowanie wpisów przypadkowymi fotkami z archiwum. Trochę to zaprzeczenie idei pb, bo najpierw foto a potem ewentualnie kilka słów, a nie odwrotnie. Obraz to najlepsze opowiadanie. Może zastąpić 1000 znaków albo i 1000 słów... A pisanie specjalnie do obrazu? Z drugiej strony ciągle nie wykorzystane limity.
A więc co jest na tym obrazku. Dwaj chłopcy (dziś absolutnie nie fotografuję cudzych dzieci, nawet na wyraźną ich prośbę, no chyba, że to już dorosłe dzieci...) Na dmuchanym materacu. Kiedy uchwyciłem ten moment byłem niewiele starszy od nich. Jakiś 1981 albo 1982 rok... Chłopcy płyną Dunajcem gdzieś pod Nowym Targiem, z dala od ulicy Grel. Wracałem z kuzynem z wyprawy na most kolejowy nad Dunajcem (perełka konstrukcji kratownicowych). Ach jakby rodzice wiedzieli, co robią ich dzieci w czasie takich wypraw to pewnie dzieci byłyby przykuwane na stałe łańcuchami w domach... I nagle na rzecze o dosyć wartkim nurcie pojawiają się dwaj podróżnicy. Oniemiałem i wyciągnąłem szybko albo jeszcze szybciej Smienę z futerału by to zdjąć. Chłopcy byli pewnie jeszcze bardziej zdziwieni, że ktoś robi im zdjęcie w szczerym polu. Potem kuzyn uświadomił mnie, że takie spływy to tu normalne w tych rejonach. A w sierpniu woda w górskich rzekach potrafi być nieco zimna. Ciekawe dokąd oni wtedy dopłynęli...