Niech ponurość barw
Nie zadusi barw
Dzięki którym świat
Zmartwychwstały świat
Jest coś wart
Zanim zdechnie czas
Już nie pierwszy raz
Niech się święci dzień
Lecz pamiętaj że
Lecz pamiętaj że ...
Nie tylko dla ciebie
Nie tylko dla ciebie
Zostawiam na niebie znak
Powrotu tam
Nie tylko dla ciebie...
zdjęcie ze zlotu hufca.
nie moje - ze mną ;p
ekhem. wypowiem się na temat mojej ostatniej egzystencji.
ostatni raz się wypowiem i zamknę.
czuję, że wpis będzie rodzajem... wywalenia tego co głęboko we mnie leży.
uzupełniłam kronkę, jestem z siebie taka dumna.
napisałam plan pracy drużyny, jestem z siebie taka dumna.
ogarnęłam stan rzeczowy, jestem z siebie taka dumna.
przygotowałam papiery na poniedziałkową radę, jestem z siebie taka dumna.
ale to nie zmienia faktu, że drużynową nie zostanę - nie wyrażam zgody.
dobrze mi jest z zielenią przy boku ...
może jutro do Moniek ?
dobrze byłoby pojechać, spotkać niektórych ludzi jeszcze raz, zjeść kisiel i wrócić następnego dnia.
i wszystkiego dobrego mojej Mamie z okazji urodzin.
jestem pustką. wyschłam. podlej mnie.
mam wielką ochotę na mega come i whisky.
idziemy pić. idziemy pić. nie.
to dziwne, ale przenika mnie uczucie, że zakochuję sie i odkochuję kilka razy w miesiącu.
a w piątek przyjeżdza Łukasz.
odkurzyłam sumienie. dawno do niego nikt nie zaglądał...
... i chyba skończyły mi się czyste ścierki.
jestem ciekawa czy Kalinek zdał poprawki, jeśli nie, to będzie to wielka strata towarzyska od 3 września.
dawno nie byłam na żadnym koncercie. to dość przykre, bo strasznie mi się chce... może być cokolwiek. nawet Kazik na którego oddałam bilet.
żałuję, że wakacje dobiegają końca. nauczyłam się jednak magazynować wspomnienia. lubię do nich wracać, analizować. a jednak czegoś brak... choć może bardziej żal, że ludzie i okoliczności nigdy nie będą takie same.
wczoraj złożyłam śliwki w słoiki. rocięłam sobie przy okazji palec, ale to nic. krew nie jest zła, jest ciepła i czerwona.
boli mnie głowa, znowu. serce ostatnio też daje sie we znaki. zawsze wtedy się boję, że to coś poważnego. lęk ten jednak nie wyniaka z faktu, że boje się śmierci. boję sie, że przez to będę miała złe wyniki i nie dopuszczą do wyjazdu na misje. zawsze się tego bałam.
zatraciłam swoje powołanie. przechodzi ono gdzieś bokiem. w tym momencie przypomniała mi się spowiedź Lednicka... Bóg nie stworzył mnie do życia w małżeństwie.
świadomość tego sprawia, że właśnie po policzku spłynęła mi łza.
autoterapia zakończona rozbiciem emocjonalnym.
nie wiem co teraz.
idę.
nie usiedzę w miejscu.
Boże !!!