Ostatni żywi członkowie ekipy bandytów przeszli jakieś 100 metrów gdy nagle ich przywódca Borys zatrzymał się nie mówiąc ani słowa.
-Co jest? - szybko spytał zdzwiony Złoty.
-Nie widzę śladów, jest zbyt ciemno. Kurwa! -krzyknął wysoki mężczyzna ciskając swoim Kałasznikowem w piach. -Nie dogonimy tych kretynów!
Wszyscy towarzysze milczeli nie wiedząc co powiedzieć, tylko Pustak po kilku minutach ciszy wypalił pytanie:
-To może poczekamy do rana?
Nawet z odległości kilku metrów Szesnasty widział co raz bardziej powiększającą się żyłę na szyi Borysa. Krew w jego naczyniach krwionośnych osiągała co raz większe ciśnienie. Nagle przywódca bandy schylił się po wcześniej wyrzuconą broń i podbiegł do Pustaka. Jednym szybkim ruchem zmiażdżył szczękę swojego towarzysza kolbą karabinu wybijając mu przy tym część zębów. Poszkodowanego natychmiast zalała krew, nie mógł wydusić z siebie żadnego sensownego słowa, słychać było tylko bezsensowne jęki i skamlanie. Przerażenie i oszołomienie w jego oczach przypominały takie, jakie możnaby zobaczyć w oczach psa nagle zaatakowanego przez własnego, dobrego właściciela.
-Mam dość twoich idiotycznych pomysłów, tego, że nic nie potrafisz dobrze zrobić i mam dość twojej pierdolonej głupoty! -krzyknął Borys nakierowując lufę broni na twarz Pustaka. Cisza pustkowi została zakłócona serią wystrzałów, a przerywany blask wylatujący z karabinu rozświetlił na kilka sekund piach pod stopami bandytów. Chwilę potem w miejscu, w którym leżał człowiek ze zmasakrowaną twarzą zostało już tylko ciało, a na jego szczycie zamiast głowy, sztrzępy skóry, kawałki czaszki i pełno krwi. Wszyscy stali jak wryci patrząc na Borysa pokrytego czerwonym płynem napędzającym organizm jego ofiary.
(by Leń.)
(za foto dziękuję Krzysztofowi.)