-Ładnie się spisałeś złotko - pochwalił Szesnastego z aprobatą Złoty.
-Daj spokój -Borys machnął ręką -On zastrzelił kobitkę, która nawet z wyrzutnią rakiet w rękach nie byłaby zagrożeniem. Też mi wyczyn.
-Oj no nie bądź taki surowy, przecież dopiero co wyszedł na powiechrznie z tego plastikowego pudełka -Uśmiechnął się i popatrzył na nowego członka bandy. Szesnasty wciąż stał oparty o ścianę budynku i starał się zapanować nad swoim żołądkiem i starganymi nerwami. Teraz wiedział już jak to jest zabić człowieka. W dodatku niewinnego i starającego się uciec. Wcale nie podobało mu się to uczucie. Pospiesznym ruchem zdjął plecak, wyciągnął paczkę tytoniu i bibułki, a następnie skręcił sobie papierosa.
-Chcecie? -Wyciągnął rękę, w której trzymał tytoń i cicho powiedział do kolegów.
-Masz fajki? Haha! Niie paliłem od lat! -Ucieszył się Borys.
Wszyscy rzucili się na paczkę i bibułki, a po 2 minutach razem siedzieli już pod ścianą domu i palili.
-Myślę, że jeszcze będzie z niego pożytek -Pustak roześmiał się głupkowato.
-Ty się lepiej zamknij -Skarcił go Borys -bo jeszcze wejdzie na twoje miejscu. Ja i tak nie wiem po co Sasza cię z nami trzyma. Nic nie potrafisz porządnie zrobić. Nie wiem nawet czy kogoś dzisiaj trafiłeś kretynie.
Mało inteligentny mężczyzna zamilkł i pobladł.
-Dobra złotka, zbierajmy fanty i zabierajmy się stąd.
Kiedy weszli do środka Szesnastego ogarnęło przerażenie. Ci faceci naprawdę byli bezwzględni. Ich ofiary to zwykli wieśniacy, właściwie nie potrafili się bronić, a ich ciała były koszmarnie zmasakrowane przez kule. Trupów było około dziesięciu, wszystkie orpócz krwią były umazane także błotem. Ich spuchnięte dłonie świadczyły o tym, że całe ich życie poświęcone było ciężkiej pracy na polu, by wyżywić rodzinę, a i tak wyglądali na wygłodzonych. Dorobek ich życia został właśnie zniszczony przez czterech bandziorów, w tym jednego, który wcale tego nie chciał.
Gdy wszyscy napełnili torby po brzegi wszelakimi sprzętami codziennego użytku, starym alkoholem i resztkami jedzenia, Szesnasty przypomniał sobie o swoim główym zleceniu. Przecież miał zbadać sprawę pierwszego schronu. Rada pewnie już myślała, że nie żyje, w końcu od dwóch dni nie było z nim kontaktu. Niestety wyciągnięcie palmtopa i nawiązanie kontaktu z domem przy bandytach oznaczałoby pewną śmierć. Po kilku minutach rozważania wszystkich okoliczności Szesnasty postanowił poczekać na chwilę kiedy będzie sam. Chwila ta mogła nadejść dzisiaj, albo za miesiąc, jednak nie pozostało mu nic innego do wyboru.
Łupieżcy wyruszyli spowrotem na zrójnowaną stację paliw. Byli dumni ze swojego nowego dobytku.
-"Aż za bardzo" -pomyślał Szesnasty.
(by Leń.)