Szesnasty obudził się kilka godzin później w jakiejś obdartej piwnicy. Wokół były tylko stare, brudne i podrapane ściany. Siedział przywiązany do kiwającego się krzesła w ciasnym pomieszczeniu, a na wprost widział wejście do pokoju. Jego nos ciągle krwawił, a ból stawał się nieznośny. Po kilku minutach, gdy przypomniał sobie przebieg wydarzeń ogarnął go strach. Bał się, że zginie lub straci palmtopa i nie będzie wiedział jak wrócić do schronu. Po kilkunastu minutach usłyszał głosy z pomieszczenia obok:
-Dobra panowie, co dzisiaj mi przynieśliście?
-Znaleźliśmy jakiegoś gościa na pustyni, nie chciał powiedzieć kim jest.
-Gdzie go wrzuciliście?
-Do kanciapy.
Szesnasty wyraźnie słyszał odgłosy kroków zbliżających się ludzi. Po chwili to pokoju, w którym był uwięziony wszedł starszy mężczyzna ubrany w zużyte przetarte jeansy, a za nim dwóch kolejnych, ale młodszych i lepiej zbudowanych.
-Nazywam się Sasza, ale mówią na mnie "szef". A ty? -spytał szorstkim, przepitym głosem.
Porwany zastanawiał się chwilę czy powiedzieć mu prawdę o swoim pochodzeniu, czy po prostu milczeć, jednak zdecydował się na rozmowę.
-Jestem Szesnasty. Pochodzę ze schronu wybudowanego przed wojną. -odparł cicho.
-Ach tak, słyszałem o tych schronach, ale myślałem, że to tylko legendy... - zdumiał się mężczyzna -Widzę, że moi koledzy nie potraktowali cię zbyt grzecznie - powiedział lekko kpiącym głosem wpatrując się w zmiażdżony nos przybysza -Przepraszam cię za to. Wiesz, nie często spotyka się normalnego człowieka na pustyni. Powiedz mi, co tam robiłeś?
-Najpierw chcę zobaczyć mojego palmtopa - wyjąkał Szesnasty.
-To ja tu stawiam warunki! -krzyknął bandyta -Odpowiadaj na pytania, to może będziesz żył!
-Przywódcy mojego schronu wysłali mnie na zwiad. Miałem zbadać ten drugi bunkier, bo stracili z nim łączność.
-Ciekawe... Skoro wysłano cię na zewnątrz musisz być nieźle wyszkolony... Masz jakieś interesujące zdolności?
-Umiem strzelać, znam kilka sztuk walki, wiem jak naprawiać różne rzeczy i... to chyba tyle.
Szesnasty odpowiadał na pytania bardzo szybko, czuł, że zrobi wszystko żeby przeżyć.
-Ktoś taki mógłby nam się przydać... -Mężczyzna zaczął drapać się po brodzie i chodzić w kółko po pomieszczeniu. -Mam propozycję. Dołączasz do nas, pomagasz nam przez jakiś czas, wykonujesz moje rozkazy i tak dalej, a potem puszczamy cię wolno a jako wynagrodzenie dostaniesz jeszcze coś ekstra.
-A jeśli się nie zgodzę?
-To utniemy ci stopy i wyrzucimy gdzieś na pustyni.
-Chyba nie mam wyboru...
(by Leń)