Rok 2118. W schronie żyje dokładnie 319 osób, wszyscy prowadzą spokojny tryb życia, niczym się nie martwiąc. Nawiązują przyjaźnie, miłości, budują rodziny. Większość zapomniała już nawet o wojnie, bombach i katastrofie. W schronie były tylko 3 zmartwione osoby - Katia, Rufus i Alfred, członkowie rady.
-Kolejna grupa i znowu brak sygnału po czterech dniach. - Podirytowanym głosem powiedział Rufus.
-Może to tylko jakieś zakłócenia, albo wyszli z zasięgu? - szybko wtrącił Alfred.
-Nie, tak samo było z pierwszym oddziałem. Najpierw "zbliżamy się do wioski", potem "chyba nie są zadowoleni na widok wojskowych" no i cisza. Myślę, że już czas na plan B. -odparła kobieta.
-W takim razie, kogo proponujecie wysłać? Potrzebujemy kogoś wyszkolonego na wszystkich frontach. -stwierdził Rufus.
-Proponuję "szesnastkę"! - szybko krzyknął Alfred
-Tak, to chyba najlepszy wybór. Wezwijcie go. - zgodziła się Katia.
Po kliku minutach w całym schronie z megafonów rozbrzmiewał głos spikera:
"Uwaga! Mieszkaniec o numerach IDKJL16 proszony o pilne stawienie się w pokoju rady."
Szesnasty wstał z pryczy i spokojnym krokiem skierował się w stronę Bloku Zarządu. Wszyscy mijani przez niego obywatele patrzyli na niego nie wiedząc o co chodzi, ale on zdawał się nic sobie z tego nie robić...
c.d.n.