Jak to się dzieje, że w ciągu dosłownie chwili jest w stanie się tyle zjebać... Jest tyle wątpliwości i przykrości. Nie mam siły dalej iść w tę stronę.
Co ja zrobiłam w życiu tak złego, by wiecznie działo się to samo.... By zawsze kończyć z nożem w klacie i krzyczeć na samą siebie DLACZEGO?!!! Co jest ze mną nie tak? Przecież staram się być dobrą osobą, raczej nie mam wrogów i nie wiem czy jest jakaś osoba, która mnie dobrze zna i powiedziałaby o mnie złe słowo..że robie coś okrutnego.
Do niczego się nie nadaję. Chyba się poddaję.... Mam dość. Chce sama nieśc swój krzyż i to ja muszę dać sobie z tym wszystkim radę... SAMA. Nikt inny nie może ponosić odpowiedzialności za moje dawne czyny.
Wybuchłam, nie wytrzymuje, poddaję się......
Lecz mimo wszystko nie chcę patrzeć na to jako na moją porażkę, bo każda chwila, każde zdarzenie czegoś nas uczy i musi niesety coś się wydarzyć, by nas zmieniło... Cokolwiek teraz się dzieje chcę iść z podniesioną głową i z czasem dopne swego. Może nie dziś, czy jutro... Ale wkrótce pare rzeczy się zmieni....
Nie bede wchodzić w szczegóły. Sens tego co tu napisałam zachowam dla siebie.