dobrze by było, gdyby wreszcie konkretnie mnie porwał...
Uciekam, bo w mieszkaniu nie ma warunków do przyswajania.
P. mówi już tylko o swoim ślubie, (który notabene dopiero za 15 miesięcy).
Druga P. z właściwą sobie dziecinną niefrasobliwością zakomunikowała, że za 2 tyg. się wyprowadza - więc w konsekwencji na naszej głowie: pielgrzymki i casting na nową współlokatorkę. Oby lepszą , bo poprzedni casting nam nie wyszedł, niestety... pozory mylą, a ludzie kłamią etc. (cóż, nie ma to jak dobry marketing).
Sąsiadka z dołu żali się, że ją zalewamy i utwierdza nas w przekonaniu, że niebawem cały blok wyleci w powietrze, bo rdzewieją jej w łazience rury instalacji gazowej.
Hydraulicy ze spółdzielni o wyglądzie podsklepowych żuli z nieodłącznymi petami w zębach, pojawiający się średnio 3x w tygodniu, żadnego przecieku nie stwierdzają i stukają się w głowę twierdząc, że sąsiadka konfabuluje...
A sesja o tej porze roku i tak, niezmiennie, ma smak kawy i truskawek...
aż do obrzydzenia.
P.S. Trzymam kciuki za złośliwość właściciela mieszkania, który może żądać od Drugiej P. opłaty za kolejny miesiąc, ze względu na zapisany w umowie miesięczny okres wypowiedzenia, bo właściciela oczywiście "zapomniała" [ tu bezradne rozłożenie rączyn i wybałuszenie niewinnych ocząt] poinformować, a w ogóle to "nie wiedziała", że umowę z nim musi rozwiązać...
A poza tym uważa, że we wrześniu znajdzie sobie lepszy, tańszy, ładniejszy etc. pokój, "przecież to nie problem".
Tiaaaa, nie wie co to znaczy szukać mieszkania w Krk we wrześniu...
Biedne dziecko...
A ja jestem wredna i cieszy mnie mimo wszystko fakt, że się wyprowadza.
(Wywaliłam tę złość z siebie, już mi lepiej )