Oj.
W ciągu 3 dni spotkałam dwa egzemplarze.
Jeden bury na trawniku przed osiedlowym sklepem, drugi biało - łaciaty nad Wisłą. W ogóle się nie boją, paskudy! Można by podejść i za ogon złapać...
Co się dzieje w tym mieście?
Choć przyznam, że to i tak mało wstrząsające w porównaniu do wrocławsko-dworcowej "rodzinki", która biegała tam i z powrotem pod bannerem: "Centrum pracy McDonald's" nie zwracając zupełnie uwagi na ludzi w kolejkach do kas biletowych...
Uroki metropolii, ech...