Tak, wiem, trochę mnie nie było. Czas spędzałam głównie na leżeniu w łóżku i podczytywaniu tego i owego (przerobiłam 31 sztuk) i właściwie raz to łóżko opuściłam, w Noc Muzeów.
Oczywiście chodziłam w międzyczasie do Fabryki, no i do bibliotek. Wszelkie moje przeżycia z tego okresu wiążą się tylko z czytaniem w gruncie rzeczy.
A to na przykład wsiadam do mojej ukochanej ósemki, otwieram książkę, a tu... niejaki Seweryn zaczyna coś gromko nawijać o fotografii, jaką sobie zrobił Wojtyła w zakładzie Bielec, o przedstawieniu teatralnym w Sali Błękitnej Domu Katolickiego... cóż, myślę, przetrzymam to, beatyfikacja zaraz się odbędzie i koniec tych wygłupów. Beatyfikacja się odbyła, ale Seweryn dalej napieprzał. Widać pielgrzymi ciągle włóczą się do Łagiewnik, pomyślałam pobłażliwie, trzeba dać im czas. Cóż, kiedy w dwa tygodnie później dalej słuchaliśmy o upodobaniu Wojtyły do modlitw w kościele franciszkanów. Napisałam do rzecznika MPK prośbę o wyjaśnienie JAK DŁUGO JESZCZE. Odpowiedź nie podtrzymała mnie na duchu: tak w ogóle to nie oni, to miasto, ale z tego co słyszał, atrakcje te towarzyszyć będą pasażerom przez najbliższe... DWA LATA!
Halo! To ja przez 2 lata nie będę czytać w tramwaju??
Na szczęście innym to też przeszkadzało i w końcu miasto wlazło pod stół i skończył się Karol Wojtyła w ósemce. Mogłam już spokojnie czytać, ale wtedy wyczaiłam na jednym z książkowym blogów, że jest taka jedna trylogia i że fajna... to znalazłam pierwszy i trzeci tom na Rajskiej, ale drugiego nigdzie nie było. W całej Krowodrzy, całym Śródmieściu i całym Podgórzu. Byłam już tak zdesperowana, że zajrzałam do katalogu biblioteki nowohuckiej. A tam: chyba DZIESIĘĆ egzemplarzy. Rozumiecie coś z tego?
Cóż było robić, wybrałam bibliotekę na os. Tysiąclecia i wio po robocie. Matko, co to była za wyprawa! Oczywiście upał się zrobił nie do wytrzymania, w autobusie myślałam, że zejdę i wysiadłam przystanek wcześniej. Lezę, lezę, rozglądam się za krzakami (bo i natura zaczęła wzywać) w desperacji, wreszcie widzę: jest wielki budynek, jak to je za komuny stawiali na osiedlach: i sklep z mydłem i powidłem i spółdzielnia mieszkaniowa i bank, jak to już w nowszych czasach, tylko tej biblioteki nie widzę. Tubylec kazał mi obejść kompleks naokoło - ale tam zamiast biblioteki była RESTAURACJA. No, jak restauracja, to i toaleta :) Dwie babcie klozetowe wskazały mi drzwi i zawiadomiły nieśmiało, że całą złotówkę trzeba będzie zapłacić.
Gdy po fakcie - wielce szczęśliwa - dziękowałam, one na to:
- To my dziękujemy, żeśmy mogły zarobić.
Matko i córko. Czy to naprawdę to samo miasto, w którym mieszkam?
A do biblioteki trzeba było wejść z boku na piętro. Oczywiście pierwsze co mi się rzuciło w oczy to... toaleta. No, my tu w Krakowie w bibliotekach rejonowych nie mamy takich luksusów.
Wyciągam notes, wyjaśniam, czego szukam, a tu:
- Nie ma tej książki. Została skasowana.
Jezusicku, przeca rano w katalogu była! Mało mnie szlag nie trafił (a jeszcze cała powrotna droga do domu, godzinę!). Tak mnie trzęsło, że jak tylko wróciłam, fru maila do dyrektora, po kiego grzyba trzymają w katalogu skasowane książki.
Odpowiedź była szybka i uprzejma: procedury kasowania są długie i skomplikowane i dopóki kasacja nie zostanie zatwierdzona przez szereg komisji i czynników, książka widnieje w katalogu, choć z księgozbioru została usunięta i gdziesik leży na osobnej kupce. Pani dyrektor zaprasza do głównej siedziby nowohuckiej biblioteki, gdzie poszukiwana książka na mnie już czeka odłożona.
Odbyłam więc kolejną wycieczkę, ale tym razem już bez przygód, poza odkryciem, jakie to fajne miejsce osiedle Stalowe i okolice, ile zieleni, jaki spokój wewnątrz bloków, jak tam przyjemnie.
Ale nie był to koniec moich utrapień książkowych, bo postanowiłam zdobyć egzemplarz pewnej publikacji o miejscu, które odkryłam odbierając osobiście Życie polskie w dawnych wiekach zanabyte na allegro. I to była prawdziwa droga przez mękę, o której następnym razem.
Teraz natomiast trzeba odkryć, co to za miejsce (użyteczności publicznej). Hm, zdjęcie niewiele Wam powie, więc może mała podpowiedź co do lokalizacji:
- jeszcze 70 lat temu była to wieś podkrakowska
- mieszkańcy miasta udawali się tam głównie płacząc
- potem ruszali tam jedynie odważni
No to jeśli zgadliście już, co to była za miejscowość, to powiedzcie również, kto tam co organizował sto lat temu, co istnieje do dzisiaj i czego fragment możecie ujrzeć na zdjęciu.
Inni zdjęcia: *** coffeebean1Szaszki. ezekh114... bominicniepasujexdRafałek Buduje bluebird11chad pablito21322132... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24