O jaki fajny był tydzień pracy, dwa i pół dnia :) Takie by mogły częściej być! Nie wiem, co to jest, ale dawniej nie cierpiałam wolnych dni i najbardziej byłam zadowolona, gdy szłam do roboty... jakaś nienormalna chyba byłam... ale znormalniałam i piątków wyczekuję jak kania dżdżu. Już mi nawet te obiady do zrobienia w weekend nie wadzą (mam parę takich półgodzinnych opanowanych). Derechcja będzie u nas jeszcze 16 miesięcy, Kolega Rachunkowy odlicza co do dnia, bo zna dokładną datę i w bardziej nerwowych momentach chodzi pomrukując pod nosem JESZCZE SZESNAŚCIE MIESIĘCY DWA TYGODNIE I TRZY DNI.
Ha ha, a potem przyjedzie kolejne cudo! Sekretara mówi, że jeśli będzie to ktoś w miarę normalny, to zostanie jeszcze na rok-dwa, ale jeśli nie - to idzie na emeryturę pierwszego dnia. Szczęściara! Jeszcze się na takową załapie. Zanim do mnie dojdzie, to już pewnie będzie po ZUS-ie i zostanie mi śmietnik osiedlowy (z liczną konkurencją i co gorsza - trzeba rano wstawać). Córunia, która miała być podporą starości - mówi, że doczeka jedynie 24 roku życia. Nie, że jakieś objawienie miała, tylko tak sobie zakłada: 24 lata, a potem PRYG z dachu. Było se więcej dzieci zrobić...
Ale do rzeczy. Na pierwsze pięć pytań odpowiedziały Nadjamfotos i Jitka. Cecora20 znała odpowiedź na pytania o Ledóchowskiego. Została nam Dziewicka i targ na służące. Ten ostatni odbywał się pod Adasiem, więc uwaga osoby płci żeńskiej umawiające się tamże: można zostać wziętym za kandydatkę na pomoc domową! Choć teraz punkt spotkań przeniósł się raczej na drugą stronę Sukiennic - pod Głowę.
Więc Adela Dziewicka (1858-1927), z domu Jastrzębska
Była nauczycielką języka angielskiego i aktywną społeczniczką, współzałożycielką wielu stowarzyszeń dobroczynnych. Redagowała różne czasopisma, m.in. Przyjaciela Sług, Niewiastę Polską, Anioła Stróża. Jest autorką broszury Wskazówki dla dziewcząt służących. W 1907 roku została wiceprzewodniczącą Rady Opiekuńczej Zwiążku Młodzieży Rękodzielniczej i Przemysłowej.
Nic o niej osobnego w internecie nie znalazłam, za to trafił się passus o mężu Michale Dziewickim:
Nie wiemy, z jakich przyczyn w roku 1880 otrzymał zwolnienie ze złożonych prostych ślubów zakonnych. Na księdza nie został wyświęcony i nie złożył ostatnich ślubów zakonnych. Po opuszczeniu zakonu jezuitów przez jakiś czas uczył języka angielskiego w seminarium w mieście Montauban. W 1880 roku przyjechał do Krakowa i trzy lata później ożenił się z młodszą o siedem lat Adelą Jastrzębską (1858-1929). Żona Michała, Adela Dziewicka, należała do grona bardzo znanych opiekunek biednej młodzieży w ówczesnej austriackiej Galicji (dzisiejsza Polska południowa, leżąca przed Karpatami) 13. Dzięki jej staraniom powstało kilka katolickich organizacji charytatywnych. Wspierała między innymi założony w 1906 roku przez jezuitę Mieczysława Kuznowicza Związek Młodzieży Przemysłowej i Rękodzielniczej. Ogromny gmach bursy Związku (którego budowę rozpoczęto w roku 1922) stoi do dzisiaj w Krakowie przy ulicy Skarbowej. Gdy się spojrzy na wspólny grób państwa Dziewickich (cmentarz Rakowicki w Krakowie, kwatera cmentarna HE wsch./płn.), to rzuca się w oczy, że tablica poświęcona pani Dziewickiej jest więcej niż dwukrotnie większa od tablicy jej męża, Michała Dziewickiego. Na poświęconej Michałowi tablicy nagrobnej jest jedynie napisane: Michał Henryk Dziewicki. Lektor na Uniw.Jagiellońskim, 1851-1928. Małżeństwo Dziewickich było bezdzietne, stąd trudno odnaleźć jakieś dodatkowe rzeczy po Michale.
Pytanie kontrolne:
CO MIEŚCI SIĘ DZIŚ W DAWNEJ BURSIE ZWIĄZKOWEJ?
Wróćmy jeszcze do św. Zyty, patronki służby domowej.
Żyła w XIII wieku. Rodzice - biedni wieśnniacy oddali ją na służbę do zamożnej rodziny w mieście Lucca, gdy miała 12 lat. Nie trafiła szczęśliwie, bowiem pan był nerwowy i surowy wobec służby, a pani domu wiecznie niezadowolona i bardzo wymagająca. Ale Zyta potrafiła zdobyć się na heroizm, by dać z siebie wszystko, na co ją było stać. Będąc bardzo pobożną, traktowała dom państwa Fatinellich jako świętą Rodzinę.
Kiedy jeszcze cała służba spała, św. Zyta zrywała się przed świtem i cicho, aby nikogo nie zbudzić, biegła do kościoła, który był tuż przy domu Fatinellich, by wysłuchać codziennej Mszy św. Cicha, sumienna, pracowita, z biegiem lat podbiła sobie serca wszystkich domowników.
Doszło do tego, że chlebodawcy oddali w jej ręce całą administrację i opiekę nad służbą domową. To oczywiście wywołało niechęć ze strony służby, zazdroszczono jej tego wyróżnienia. Ale i tu potrafiła Zyta pozyskać swoją dobrocią i słodyczą serca tych prostych ludzi.
Życie prowadziła bardzo surowe. Większość dni w roku pościła o chlebie i wodzie. Sypiała na gołej ziemi. Latem i zimą chodziła bez obuwia. Po śmierci znaleziono ją opasaną grubym sznurem, który wrósł w jej ciało.
Św. Zyta na Boże Narodzenie otrzymała od swojego chlebodawcy ciepły i piękny kożuch. Gdy u drzwi domu Fatinellich pojawił się zmarznięty biedak, Święta nie namyślając się wiele oddała mu swój nowy płaszcz, wiedząc, że jej porywczy pan domu nie będzie z zadowolony z tego, że wydała taki drogi prezent jakiemuś żebrakowi. I tak się niestety stało - Fatinelli posunął się nawet do tego, że zbił biedną Zytę. Kilka dni później biedaczyna zapukał ponownie do drzwi i oddał płaszcz. Wielkie było zdumienie św. Zyty, gdy okazało się, że był to sam Pan Jezus.
Innym razem św. Zyta zostawiła wyrastające ciasto na chleb, a sama poszła wydawać jałmużnę ubogim. Inni służący chcąc pokazać właścicielom, że Święta porzuciła swoje obowiązki, zawołali ich do kuchni. Zobaczyli wtedy, jak aniołowie uwijają się w kuchni wyrabiając bochenki chleba i wkładając je do pieca. Od tego czasu państwo Fatinelli łaskawszym okiem spojrzeli na pomaganie biednym i wydzielili jej stałą część ze swoich zapasów, które od tej pory mogła spokojnie rozdzielać pomiędzy potrzebujących.
Ci aniołowie odwalający robotę za Zytę przypomnieli mi podobną historię, aniołów orzących za pewnego świętego. Święty ten ma swój ołtarz w drewnianym kościele św.Bartłomieja w Mogile.
JAK SIĘ NAZYWA?
Z kolei płaszcz ofiarowany biednemu wiąże się z pewnym krakowskim świętym.
CO TO BYŁ ZA ŚWIĘTY I JAKI TO BYŁ CUD?
Dziś przy niedzieli świątobliwie :) jak widzimy, repertuar cudów nie jest za bogaty :)
Wracając jeszcze do św. Zyty: jest ona patronką Lukki, gospodyń domowych, lokajów, służących, kelnerów, piekarzy, dziewcząt i samotnych kobiet. Wzywana w przypadku zgubienia kluczy.
Przedstawiana jest w prostym stroju z epoki, często z kwiatami w podołku sukni i biednymi wokół niej. Jej atrybutem są: klucze, chleb, dzban,lilia.
Na zdjęciu znów fragment kamienicy z ul. Radziwiłłowskiej, przy której to ulicy mieścił się jeden z domów zytek i gdzie mieszkała również bł. Aniela Salawa.
JAK NAZYWAŁA SIĘ ULICA ZA KOMUNY?
GDZIE ZOSTAŁA WYTYCZONA (NA CZYIM TERENIE)?