Złożyłam (Brada) PIT-a i tak sobie spokojnie czekam na zwrot gotówki, że tam niby przyjdzie to będzie, różnicy nie zrobi... kiedy nagle wpadło mi do głowy, że A JAKŻE, WŁAŚNIE ZROBI! Mogę sobie przecież za te pieniądze wreszcie wymienić Kochanka na nowszy model! Oczywiście jest to straszny ból głowy, bo weź człowieku i zdecyduj. Weźcie zdecydujcie za mnie!
Będzie tego dobra 1631 zł, spróbujcie się zmieścić w tej kwocie (co mam jeszcze dokładać...) i napiszcie, czego szukać.
A ja wracam do Stanisława Droby. Oto co dalej pisał Czas po jego śmierci:
Śp. Dr Stanisław Droba urodził się r.1870 w okolicy Jasła; gimnazjum ukończył tam i poświęcił się medycynie. Wydział Lekarski Uniw. Jag. ukończył w roku 1896, następnie pracował jako elew w szpitalu św. Łazarza, później był asystentem kliniki chirurgicznej i asystentem w zakładzie biologicznym prof. Dra Juliana Nowaka. Wtedy udał się do Paryża i odbył specyalne studia w zakładzie Pasteura. Uzyskał docenturę bakteryologii na wydziale lekarskim Uniw. Jag., w roku 1905 otrzymał nominacyę na prymaryusza szpitala św. Łazarza i kierownika pawilonu izolacyjnego.
Na tem trudnem stanowisku rozwinął energiczną działalność. W czasie epidemii meningitis (zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych) wysłany był przez rząd i kraj razem z Drem Pawłem Kuczerą ze Lwowa, profesorem hygieny, do zachodniej części kraju na badanie tej niebezpiecznej zakaźnej choroby. Obaj delegaci przygotowali współną pracę, obejmującą ich spostrzeżenia. W roku 1912 wysłał wydział krajowy Dra Drobę za granicę celem badania szpitali dla chorób zakaźnych; podróż ta posłużyła do wypracowania nowego fachowego studyum. W toku były różne prace specyalne; przerwała je niespodziewana śmierć.
Dr Droba ożeniony był z panną Łakocińską, córką b. zasłużonego zarządcy drukarni Czasu. Pogrzeb odbędzie się jutro z domu przedpogrzebowego na cmentarzu.
Od jednego ze znawców-lekarzy otrzymujemy następujące wyjaśnienie, co do stosunków w pawilonie dla chorób zakaźnych szpitala św. Łazarza:
Pawilon obliczony jest na 24 łóżka, a mieści się tam nieraz 30-40 chorych. Wobec takiego przepełnienia praca jest bardzo utrudniona. Potrzebom ogólnym pawilon nie odpowiada. Do Krakowa zwozi się chorych zakaźnych, nie tylko z bliska, ale z dużej połaci kraju, tak dalece, że szpital na 500 łóżek, a nie na 24, nie byłby zbytkiem ani przesadą. Obowiązek w tej mierze spada na rząd i kraj. Niestety oba te czynniki nic w tym kierunku nie robią, mimo nawoływań odpowiedzialnych władz sanitarnych. Może tragiczna śmierć zasłużonego lekarza i uczonego przyczyni się do poruszenia tego niebezpiecznego zastoju. W obecnym pawilonie szczupłym, przepełnionym, źle urządzonym, mieszczą się pod jednym dachem chorzy na różne zaraźliwe choroby: szkarlatynę, dyfteryę, ospę, różę, tyfus plamisty, karbunkuł i nosaciznę. Okazało się, że można być wyleczonym na innym oddziale szpitalnym, a tutaj nabawić się nosacizny i umrzeć, jak się to stało z owym chłopcem, który po przebyciu odry przeniesiony był do pawilonu chorób zakaźnych, zaraził się nosacizną i umarł.
Gmina m.Krakowa podjęła obecnie na Prądniku budowę pawilonu własnego chorób zakaźnych na 44 łóżka. Zapewne będzie to ulgą, ale nie zapobiegnie złemu, tem więcej, że miejski pawilon nie będzie przyjmował chorych z poza Krakowa. Zresztą liczba 44 łóżek w miejskim pawilonie łącznie z liczbą 24 łóżek w pawilonie szpitala św. Łazarza nie zaradzi potrzebie, wyrażającej się w zaznaczonej cyfrze 500 łóżek. Gmina m.Krakowa, zdając sobie sprawę ze smutnego stanu wdziedzinie leczenia i izolacyi chorych zakaźnych, bezustannie zwraca się do rządu i wydziału krajowego o budowę w Krakowie odpowiedniego szpitala zakaźnego; przed 3 laty na ten cel ofiarowała 5 morgów bardzo dobrego gruntu; niestety do dziś dnia nie otrzymała słowa odpowiedzi. Śmierć Dra Droby oświetla te smutne stosunki, które trzeba złagodzić przynajmniej na razie za pomocą urządzenia dwóch baraków. Dłużej nie powinien i nie może być cierpiany stan obecny.
W następnych dniach ukazały się jeszcze następujące inseraty:
Zamiast kwiatów na trumnę śp. doc. Dra Droby Franciszkowie Krzyształowiczowie 20 k. na Macierz cieszyńską, Stolzmanowie 10 k. na Radę opiekuńczą.
Zamiast wieńca na trumnę śp. Dra Stanisława Droby Konradostwo Glińscy 15 k. na Koło uniw. Tow. szkoły ludowej, Stanisławowie Maziarscy 15 k. na Radę opiekuńczą, A. Wrzoskowie 15 k. na szkołę w Czechowicach.
Przemysławowie Pieniążkowie 20 kor. na kolonie wakacyjne w Kochanowie, Towarzystwo Docentów prywatnych Uniw. Jagiell. 20 k. na fundusz wdów i sierot po lekarzach, Janowie Sanokowscy 10 k. na zakład w Pawlikowicach.
W czwartek 16 kwietnia 1914 roku Czas donosił:
Pogrzeb śp. Dra Stanisława Droby, docenta Uniw. Jag. i prymaryusza szpitala św. Łazarza, odbył się wczoraj popołudniu na cmentarzu krakowskim z domu przedpogrzebowego. Ostatnią posługę oddali zmarłemu profesorowie Uniw. Jag. z rektorem prof. Drem Kostaneckim i lekarze szpitala św. Łazarza z dyrektorem Drem Krzyszkowskim. Ze Lwowa przybył członek wydziału krajowego Dr Bernadzikowski. Zebrali się na cmentarzu bardzo licznie lekarze i obywatelstwo krakowskie. Nad grobem przemawiał pierwszy Dr Bernadzikowski, dalej prof. Dr Julian Nowak imieniem wydziału lekarskiego Uniw. Jag, wreszcie Dr Laskowski imieniem kolegów-lekarzy ze szpitala św. Łazarza.
Po przemówieniach złożono zwłoki na wieczny odpoczynek.
Zagadki:
JAKI INNY BAKTERIOLOG PRZEZ PEWIEN CZAS PRACOWAŁ NA UNIWERSYTECIE JAGIELLOŃSKIM?
Też był w pracowni u Pasteura.
CO OD NIEGO DOSTAŁ I PRZYWIÓZŁ DO KRAJU?
Na podstawie otrzymanego daru uruchomił drugą w świecie stację pasteurowską.
W cytowanym tekście wspomina się też dra Juliana Nowaka.
CZYIM WIELBICIELEM I PRZYJACIELEM BYŁ DR NOWAK?
CO WYNIKŁO DLA POTOMNYCH Z TEJ PRZYJAŹNI?
KTÓRY ZNANY KRAKOWSKI LEKARZ RÓWNIEŻ PADŁ OFIARĄ ZAWODU, SPIESZĄC DO CHOREGO?
W tekście wspomina się, że ostatnią posługę oddał doktorowi Drobie rektor Kazimierz Kostanecki.
JAKĄ FUNKCJĘ PUBLICZNĄ ZACZĄŁ ON WKRÓTCE PEŁNIĆ?
Na poprzednie pytania odpowiedzieli: Fotoimpresje, Jitka i Marynia, która wyjaśniła kwestię fasady kościoła św. Łazarza przy ul. Kopernika.
Która to fasada dziś na zdjęciu, na tyle, na ile można ją ująć stojąc przed bramą.