Był to piątek, wczorajszy piątek, co prawda nie trzynastego, ale... Wyszłam rano do roboty w zadymkę jakąś i wichrzysko... to by jeszcze człowiek ścierpiał, ale nagle zaczęła mnie boleć prawa noga. But jakby obtarł. Tak błyskawicznie, parędziesiąt metrów od domu wystarczyło. W tranmwaju siadłam z ulgą, cóż, kiedy noga nie przestawała boleć. Z tramwaju do Fabryki szłam prawie kulejąc, a na miejscu pobłogosławiłam parę półbucików trzymanych pod biurkiem awaryjnie. Zaplastrowałam obtarcie i przywdziałam różowe zamszowe kamasze. Cóż było robić, o 16.00 spakowałam kozaki do torby, a sama ruszyłam w świat w tych różowych kamaszkach do ciemnej kurtki i spodni. Szłam bardzo uważnie, żeby omijać breję. Zahaczyłam o cukiernię po ciasteczka, bo wybierałam się do Eleganckiej na sabat czarownic, jak to określa jej narzeczony (czyli miłe spotkanko w gronie damskim w celu omówienia wrażeń z podróży Mojej Imienniczki do Indii i Eleganckiej do Turcji). Sabaty są organizowane zawsze pod nieobecność mężczyzn, oczywiście. Dla nich takie posiedzenia byłyby nie do zniesienia, sądzę. Ciasteczka wylądowały w torbie obok butów.
Na rogi Alej i Czarnowiejskiej potrąca mnie facet, prawie biegnący do przejścia dla pieszych, gdzie pali się ... czerwone światło. Nie, nie przebiega na czerwonym, staje i karnie czeka. Po co biegł i mnie trącał? Nie wiadomo.
Docieram pod apartamentowiec Eleganckiej. Wtedy do mnie coś dociera: że zawsze tam przybywałam w jej towarzystwie i właściwie nie wiem do końca która klatka i które mieszkanie. Pamiętam tylko, że to taki ni to wysoki parter ni to niskie I piętro, w każdym razie pierwsza kondygnacja mieszkalna (niżej usługi) z balkonem. Wybieram więc nr 2 na domofonie. Nikt nie odpowiada. Aaa, więc to numer 1! Odpowiada! ... jakaś obca dziewucha, która twierdzi, że tu tacy nie mieszkają i to musi być w innej klatce. Cóż, kiedy inna klatka nie pasuje mi balkonowo. Ja wiem, który to balkon!
Spaceruję w zadymce z nadzieją, że Elegancka wyjrzy oknem. Usiłuję ulepić gałę ze śniegu, żeby rzucić w okno, ale śnieg się nie lepi. Przypominam sobie, że z drugiej strony bloku są takie tarasy duże i trawniki, to tam się dostanę. Wizja lokalna dowodzi, że blok jest opancerzony i jedyna do niego droga wiedzie przez bramę z domofonem. Wracam.
Wtedy dostrzegam, że na dole obok jest salon kosmetyczny. Tego mi było trzeba. Wchodzę i żądam udostępnienia ... kija od szczotki. Po krótkiej dyskusji (a nie można by zadzwonić? kiedy właśnie nie mam numeru telefonu... przy sobie - to było najgłupsze, co można powiedzieć, bo co to znaczy PRZY SOBIE w dobie komórek... a nie chce mi się znów tłumaczyć, że komórki nie mam). W końcu dziwczyny wręczają mi kij i idę stukać o balkon. Nie żeby tak od razu przyniosło to skutek, o nie. Jak się potem okazało, Elegancka myślała, że to sąsiadka wyszła zmieść śnieg ze swojego balkonu i tak stuka. No ale w końcu wyjrzała, mieszkanie okazało się mieć nr 4, szczotkę oddałam, wchodzę, wyciągam opakowanie z ciastkami i... czuję smród papierosowy. Ten gość, co mnie potrącił - wrzucił do mojej torby niedopałek papierosa, który się tlił, tlił, wytlił dziurę w torbie i zostawił sporo popiołu! Ludzie są naprawdę WSPANIAŁOMYŚLNI. Tak całkiem gratisowo zapewnić komuś trochę rozrywki!
Tak więc o tym, że wracając do domu wsiadłam w 173, o którym właśnie przeczytałam w gazecie, że będzie jeździł na os. Widok i który owszem, będzie jeździł, ale od soboty, jak się okazało, gdy skręcił zamiast jechać prosto - nie warto nawet wspominać!
Jest sobota rano, dom śpi, cisza, spokój, za oknem biało, w planie tylko drobne wyjście do kinka... coś się na pewno stanie :( Właściwie już się stało, bo zepsuło się DVD i może by tak po kinku skoczyć do Saturna i kupić nowe? Zapewnić sobie kolejną dawkę emocji? Bo przecież normalnie to nie pójdzie, sam wybór to już przygoda :)
No, tak się opisałam, że co do reszty, posłużę się cudzym tekstem. Bo dziś będzie o Parku Dębnickim, a któż jest lepszym specjalistą od Dębnik, jeśli nie red. Krzysztof Jakubowski?
Oto co pisał w Gazecie Wyborczej:
Po raz pierwszy koncepcja utworzenia parku Dębnickiego wysunięta została przez radnych dzielnicy VIII, reprezentujących osiedle Dębniki, w 1995 r. Park powstać miał na opuszczonych i zaniedbanych terenach po byłym Przedsiębiorstwie Zieleni Miejskiej - pomiędzy ul. Praską, Czarodziejską a przedłużeniem ul. Nowaczyńskiego. Od strony północnej park graniczyć miał ze stojącym nad Wisłą pałacem Lasockich. Niegdyś wielohektarowy obszar, sięgający aż po czteropasmową ulicę gen. Zielińskiego, należał właśnie do tegoż pałacu i jego właścicieli.
Warto w tym miejscu przypomnieć bogatą przeszłość tego niepowtarzalnego miejsca. Już w pierwszej połowie XIX wieku wyodrębnił się tu z dawnego folwarku królewskiego zespół dworski - tzw. niwa pańska. W ciągu kolejnych dziesięcioleci często zmieniali się jego właściciele, a byli wśród nich m.in. Kwiryn i Feliks Żelechowscy, a później Ludwik Gumplowicz. Około 1873 r. posiadłość tę nabył wraz z częścią Dębnik hr. Bronisław Lasocki starszy (1828-1912).
Dokonał on następnie (ok. 1880 r.) połączenia piętrowych wilii i oficyny w rozległą rezydencję o charakterze pałacowym. Nostalgiczna architektura pałacu nawiązuje do stylów historycznych z przewagą poetyki właściwej neorenesansowi. Charakterystycznym elementem budowli jest czworokątna, dwupiętrowa wieża zwieńczona - rzadkim nawet wKrakowie - krenelażem. Niegdyś Lasoccy eksponowali w niej swą bogatą kolekcję zbroi i militariów.
W 1910 r. weszła wreszcie w życie idea Wielkiego Krakowa, w myśl której okoliczne gminy i wsie - w tym również Dębniki - znalazły się w granicach miasta. Rodzina Lasockich podjęła wówczas decyzję o sprzedaży pałacu wraz z należącą do nich znaczną częścią Dębnik. Wynegocjowana od miasta kwota sięgała okrągłego miliona koron. Aby dać dziś pojęcie o sile nabywczej tej ogromnej kwoty, powiedzieć można, że była równowartością ok. 200 egzemplarzy legendarnego Forda T - sztandarowej wtedy pozycji amerykańskiej motoryzacji. Innym ekwiwalentem mogłoby być 660 miesięcznych pensji ówczesnego prezydenta miasta Juliusza Leo.
Tuż przed pierwszą wojną część pałacu wraz z folwarkiem wydzierżawiono Salomonowi Scheinowitzowi, w 1922 r. zaś ulokowano tu dodatkowo zakład dla nieletnich chłopców (ubogich i sierot), prowadzony przez braci Albertynów. Po ostatniej wojnie pałac (wraz z wieżą!) przeznaczony został na mieszkania kwaterunkowe, a w zachodnim skrzydle mieścił też później (od 1955 r.) Miejskie Przedsiębiorstwo Zieleni. W 1988 r. obiekt przejął na krótko, wpływowy wtedy, Igloopol z Dębicy, a od 1993 r. pałac jest własnością przedsiębiorstwa Hydrotrest SA, które, w miarę możliwości, przywróciło mu dawną świetność.
Nazwa i zarazem idea Miejskiego Parku Dębnickiego pojawiła się po raz pierwszy w oficjalnym dokumencie 27 listopada 1996 r. Było to pismo Rady Dzielnicy VIII do Wydziału Architektury UMK, określające warunki i wnioski do uwzględnienia w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego dla obszaru ulic Tyniecka-Praska. Niebawem to właśnie firma Hydrotrest uzyskała warunki WZiZT dla założenia parku-ogrodu, ograniczonego ul. Praską, Czarodziejską i Czechosłowacką.
Podkreślić warto, że szybko zachodzące wówczas przemiany gospodarcze i rozwój budownictwa stanowiły - niestety - zagrożenie dla terenów zielonych miasta. Można nawet zaryzykować tezę, że gdyby nie upór licznych orędowników idei parku Dębnickiego, dziś mielibyśmy w tym miejscu jeszcze jedno ładnie położone osiedle mieszkaniowe... Ponieważ zaczynał się już swoisty wyścig z deweloperami, należało działać szybko i skutecznie. Inicjatywę radnych i mieszkańców Dębnik w kwestii założenia parku poparły między innymi: szacowne Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, Wojewódzki Konserwator Zabytków oraz Polski Klub Ekologiczny. W imieniu Komisji Konserwatorskiej TMHiZK prof. Jan Władysław Rączka sporządził nawet studium historyczno-krajobrazowe "Dębniki-Zakrzówek" z uwzględnieniem założeń mającego powstać parku.
Źródło:
Park Dębnicki i natrętne widmo deweloperów - artykuł Krzysztofa Jakubowskiego w Gazecie Wyborczej, 15 I 2010
Ciąg dalszy za tydzień, a tymczasem parę pytanek na rozgrzewkę w zimowy czas. Pytania zielone!
JAKIE ZNACIE PARKI W KRAKOWIE?
JAKI JEST NAJSTARSZY PARK KRAKOWSKI?
GDZIE POWSTAŁ NAJNOWSZY PARK?
JAKIE POMNIKI STOJĄ W KTÓRYCH PARKACH?
CZY OBOWIĄZKOWO W KAŻDYM PARKU ZNAJDUJE SIĘ POMNIK LUB POPIERSIE?
KTÓRE PARKI POSIADAJĄ POMNIKI SWOICH TWÓRCÓW?
W KTÓRYM PARKU MIAŁ SIĘ ZNALEŹĆ STADION NA 100 TYS. WIDZÓW, BASENY I LODOWISKO?
W KTÓRYM PARKU ODPOCZYWAŁ KOŚCIUSZKO? Nie spytam, pod którą gruszką, bo był to ... jawor :)
KTORY PARK ZOSTAŁ W OSTATNICH LATACH ZAMKNIĘTY NA KŁÓDKĘ?
Pytania są tak rozległe, że dla każdego coś miłego :)
A na koniec: CO TO WIDAĆ Z PARKU?
Poprzednie zagadki: Nicodeme i Adalibra.