Ależ się wczoraj wkurzyłam. Mało mi piana na pysk nie wyszła. Zaglądam ci ja na historię rachunku w Inteligo... ale może po kolei.
W zeszłym tygodniu wstąpiłam na pocztę przy pl. Wszystkich Świętych, coby dokupić znaczków uzupełniających. Odkąd zaopatruję się w piękne walory filatelistyczne w sklepie internetowym, na poczcie dokupuję tylko jakieś drobiazgi po 5 gr itd., do dopełniania brakującej kwoty. Zobaczyłam też w okienku niedrogie kartki świąteczne. Zajrzałam do portmonetki, znalazłam tam około 13 zł, pomyślałam, że wystarczy. Ale stojąc w kolejce zauważyłam, że na szybie okienka są naklejki, jest też Visa. Gdy przyszła moja kolej, wzięłam, co należało i zapytałam CZY MOŻNA ZAPŁACIĆ KARTĄ. Tak. To proszę jeszcze 10 znaczków po 50 gr. Razem 18,20. Podaję kartę. Pani przepisuje dane z niej do kajeciku. Cóż, myślę sobie, wpisują wszystko do kajecików, to opłata za gaz, tu za prąd, tu transakcja kartą. Po czym pani zadała dziwne pytanie, czy chcę wypłacić więcej. Halo. Ja w ogóle nic nie chcę WYPŁACIĆ, ja chcę ZAPŁACIĆ i wsio. No ale grzecznie mówię, że nie, dziękuję. Kolejka za mną się niecierpliwi. Wreszcie transakcja została ukończona, karta zwrócona.
No i wczoraj wchodzę na historię rachunku i cóż znajduję? WYPŁATA GOTÓWKI 18,20 zł. Opłata 5 zł. ZA WYPŁATĘ GOTÓWKI. Tak, prąpaństwa, to nie była płatność za pomocą karty, tylko wypłata gotówki za pomocą karty. Żeby chociaż baba w okienku wyjęła tę gotówkę z szuflady, pokazała mi ją i włożyła z powrotem, to bym zrozumiała. Ale ja tej gotówki na oczy nie widziałam. Poczta Polska, instytucja tkwiąca w czasach króla Ćwieczka, pomyślała, że musi iść z duchem czasu i nikt jej nie powie, że kartą nie można płacić. Można. Tylko biedny klient, nabity w butelkę, dowie się po fakcie, że on nie zapłacił, tylko wypłacił, jak z cudzego bankomatu, więc należy się opłata.
Zastanawiam się, czy to się nadaje do Strasburga. No bo przecież zostałam w świetle dnia okradziona. NIKT MNIE NIE UPRZEDZIŁ O KONIECZNOŚCI DODATKOWEJ OPŁATY. Wstąpiłam od razu wczoraj na tę pocztę, zobaczyć, czy jest jakaś wywieszka. Owszem, wśród szamponów, kalendarzy i pasty do podłóg jest obwieszczenie, że ZA WYPŁATĘ GOTÓWKI... A skąd ja miałam wiedzieć, że to jest jakaś wypłata? No, od tego jest Duch Święty, żeby oświecać maluczkich.
Ech. Taka strata. Piwo by było.
Pałacu bym za to nie kupiła, pewnie. Bo dziś pałac. Mówiłam, że zostaniemy w Dębnikach, tylko nieco na zachód od Rynku Dębnickiego. Pałac i park. Zastanawiałam się, o czym najpierw, no ale pałac był pierwszy, a park jest nowiutki, więc... zaczynamy od pałacu i jego właścicieli.
Na początek widok od strony parku. Pałacyk Lasockich, znany ze swojej charakterystycznej romantycznej wieżyczki wszystkim, którzy kiedykolwiek spacerowali po dębnickiej stronie Wisły. Wieżyczkę z bliska pokażę w scenerii zimowej następnym razem, bo opowieść nam się nieco rozciągnie :)
Zacznijmy od tego, że posiadłość w Dębnikach przy ul. Tynieckiej 18 - o powierzchni około 150 hektarów - należała na przełomie lat 60-tych i 70-tych XIX wieku w połowie do hrabiego Bronisława Lasockiego, a w połowie do Abrahama Gumplowicza. Gumplowicz był to bogaty kupiec i żydowski działacz postępowy, a zarazem... wybitny polski patriota. W 1873 roku podarował swą część Dębnik synowi Ludwikowi, ktory jednak wkrótce opuścił Kraków, a przed wyjazdem sprzedał posiadłość hrabiemu Lasockiemu, który w ten sposób w 1878 roku stał się jedynym posiadaczem dwóch własności tabularnych - "Dębniki" i "Rybaki", sięgających od obecnej ul. Szwedzkiej po Pychowice - z wyjątkiem należacej do hrabiów Łosiów posiadłości nad Wisłą.
Zanim jednak przejdziemy do hrabiostwa Lasockich, słowo lub dwa na temat Gumplowicza, bo postać to nader ciekawa, zwłaszcza, że związana z... książkami.
Abraham Gumplowicz (1803-1876) pochodził z żydowskiej rodziny kupieckiej, która w XVII wieku przywędrowała ze Śląska do Krakowa. Ojciec Abrahama był długoletnim dzierżawcą podatków kahalnych i rządowych. Po odbyciu praktyki handlowej Abraham otworzył w 1824 roku sklep galanteryjny we własnym domu na Kazimierzu. W 1837 roku nadarzyła mu się okazja taniego kupna 1000 używanych książek niemieckich i francuskich w Lipsku i Legnicy. Wystarał się wtedy - z myślą o stworzeniu samodzielnej placówki dla dorastającego syna Ignacego - o zezwolenie Senatu Wolnego Miasta na otwarcie czytelni i wypożyczalni na Kazimierzu. W tym samym roku wydrukował w Lipsku specjalny katalog dla wypożyczalni: Catalogue des ouvrages francais, qui se trouvent au cabinet de lecture francais et allemand de A.Gumplowitz et Comp. a' Cracovie.
W następnym roku Senat Wolnego Miasta Krakowa nadał Gumplowiczowi prawa obywatelskie. W 1846 roku Abraham przeniósł swój sklep bliżej Śródmieścia, do zakupionego przez siebie domu na Stradomiu. W dziesięć lat później, w 1858 roku, nabył jeszcze jeden dom, tym razem już w Śródmieściu przy ul. Grodzkiej 63 (dziś nr 20), zwany "Pod Rajem" i tam założył drugi sklep z galanterią, kosmetykami i delikatesami importowanymi.
Abraham Gumplowicz był czynnym kupcem w związku zawodowym kupców krakowskich :) JAK SIĘ TEN ZWIĄZEK NAZYWAŁ?
Należał do grupy postępowej inteligencji żydowskiej i w 1840 współdziałał przy zakładaniu przez nią Stowarzyszenia Religijno-Cywilizacyjnego, starając się o zatwierdzenie jego statutu przez Senat Wolnego Miasta. Dążył do przyspieszenia europeizacji i asymilacji Żydów na drodze pracy organicznej, w związku z tym w 1844 brał udział w zjeździe w Brunszwiku, gdzie zostały obszernie przedyskutowane zasady judaizmu. Uchwały brunszwickie wywołały oburzenie wśród ortodoksyjnej części Żydów, którzy nie mogli Gumplowiczowi wybaczyć obecności na tych obradach.
Źródło:
1/ Polski Słownik Biograficzny
2/ Artykuł Juliana Zinkowa W pałacyku Gumplowiczów i Lasockich (Echo Krakowa nr 21 z 1996r.)
O dalszej działalności Gumplowicza już za parę dni, a teraz pytania:
CO TO BYŁY WSPOMNIANE RYBAKI?
CO OZNACZA SŁOWO KAHAŁ?
CO MUSIAŁ POSIADAĆ KAHAŁ?
KTÓRA KRAKOWSKA SYNAGOGA ZOSTAŁA ZBUDOWANA Z FUNDUSZU KAHAŁU I JAK SIĘ W ZWIĄZKU Z TYM NAZYWA?
A wracając do pałacyku Lasockich - CO MIEŚCIŁO SIĘ W NIM W LATACH MIĘDZYWOJENNYCH, A KTO ZDEWASTOWAŁ PAŁAC PO WOJNIE?
Przy okazji kahału anegdotka. Między Żydami często powstawały nieporozumienia na tle religijnym, a ilustruje to historia Żyda, który jako rozbitek znalazł się sam na bezludnej wyspie. Gdy przybył ratunek, zapytano go, co mają oznaczać dwa budynki po dwóch stronach wyspy. Żyd odpowiedział, że jeden to synagoga, w której się modli, a drugi to ta synagoga, w której noga jego nigdy nie postanie.
Nie wiem do końca, kto odpowiedział na zagadki, bo część komentarzy za pomocą radosnej twórczości PB wyparowała. Mam widocznych: Nadjamfotos, Doska, Deodatokrk, Jitka. Elegancka przysłała odpowiedzi mailem, bo mówi, że nie ma cierpliwości do tego ciągłego BRAKU KOMENTARZY.
==============================================================
Atenszn, pliz! Sprawa została wyjaśniona - photoblogowi zepsuły się odpowiedzi do komentarzy. Czyli należy nie odpowiadać na wcześniejsze komentarze, tylko dawać nowe - jak kiedyś :)
Inni zdjęcia: Młoda magnolia kwitnie... halinam1434 akcentova4 / 4 / 25 xheroineemogirlxDzieciak suchy1906;) virgo123Pierwiosnki elmar... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24