To samo co wczoraj, ale kusi mnie, żeby zamieścić również zdjęcie W&B
:)
bo dawno nie było...
Zagadki rozwiązane, filozofka28 pierwsza wiedziała, co to [b]slam[/b] - skrzyżowanie poezji z popisem oratorskim, a Soemi - że Trevano był twórcą mauzoleum św. Stanisława w katedrze na Wawelu.
A' propos św. Stanisława - dziś zasuwa doroczna [b]procesja z relikwiami świętego z Wawelu na Skałkę[/b]. Niesiony jest wspaniały [b]relikwiarz na głowę świętego[/b], wyciągnięty na tę okazję ze skarbca katedralnego. Szczerozłoty, o kształcie ośmiobocznej puszki, wysokości 24 cm i średnicy 31 cm. Zdobny jest kamieniami szlachetnymi, w tym dwoma wielkimi: szafirem i czarnym diamentem.
Na ścianach puszki złotnik umieścił osiem płaskorzeźb przedstawiających sceny z życia świętego. Nad każdą sceną jest baldachim, wzorowany na baldachimach skrzydeł bocznych ołtarza Wita Stwosza w kościele Mariackim.
Wewnątrz, na dnie, złotnik wyrył swoje nazwisko: [b]Martinus Marczinecz author huius operis[/b], a na wieku umieścił datę: [b]1504[/b].
Marcin Marciniec był najwybitniejszym złotnikiem polskim w okresie późnego średniowiecza, jako złotnik nadworny realizował wiele różnych zamówień królewskich, z których najwybitniejszy jest właśnie ten relikwiarz.
A Wy poszukajcie
[b]CZYJA TO BYŁA FUNDACJA?[/b]
Wracając jeszcze do [b]Franciszka Ksawerego[/b]: św. Ignacy Loyola dostawał petycje od któla Portugalii, żeby wysłał do niedawno odkrytych Indii swoich kapłanów. Zgłosił się wówczas nasz Ksawery i opuścił Rzym, by go już więcej nie zobaczyć. Podróż była bardzo długa i uciążliwa, o mało co nie wylądowali na brzegach Brazylii :) ale wreszcie po 13 miesiącach przybili do Goa, stolicy portugalskiej kolonii w Indiach.
Potem zdecydował się na podróż do Japonii, gdzie pozyskał dla wiary około 1000 Japończyków. Zostawił tam kapłanów dla rozwijania dlaszej pracy i ruszył na podbój Chin. Dżonką, proszę państwa. Dalej jednak nie chciał go zabrać żaden statek, bowiem za przekroczenie granicy Chin groziła kara śmierci :(
Tymczasem Franciszek Ksawery, utrudzony podróżą i zabójczym klimatem rozchorował sie na wyspie Sancian i zmarł. Ciało pozostało nienaruszone rozkładem przez kilka miesięcy, mimo upałów i wilgoci panującej na wyspie. Przewieziono je potem do Goa, do kościoła jezuitów, i tam spoczywa do dnia dzisiejszego, w pięknym mauzoleum - ołtarzu.
No. Patrzcie, jak się to rozpisałam.
A dziś trochę cofniemy się w czasie i wrócimy do początków jezuickich w Krakowie.
Bo osiedlili sie oni najpierw przy [b]kościele św. Szczepana w 1579 roku[/b]. To był ten kościół zburzony na początku XIX wieku, od którego nazwę wziął plac Szczepański. Ale dzięki poparciu króla Stefka Batorego dostali [b]gotycki kościół św. Barbary[/b], ten obok Mariackiego. Założyli przy nim swą główną rezydencję, podniesioną w 1597 roku do godności [b]domu profesów[/b].
[b]NO I CO TO JEST TEN DOM PROFESÓW?[/b]
Zaletą tej siedziby było dogodne położenie w centrum miasta, wadą natomiast - ciasnota kościoła, utrudniająca prowadzenie działalności duszpasterskiej na odpowiednio szeroką skalę, oraz - konkurencja ze strony sąsiedniego kościoła Mariackiego, głównej świątyni Krakowa.
I te niedogodności skłoniły jezuitów do szukania innych rozwiązań czyli projektu wzniesienia nowej siedziby na innym miejscu. Sprawą sporną był wybór odpowiedniego miejsca, co w gęsto zabudowanym Krakowie nie było łatwe, a konieczność wykupu parcel wraz z budynkami znacznie zwiększała koszt przedsięwzięcia. Wybrano w końcu miejsce przy Grodzkiej, w sąsiedztwie klasztoru...
[b]NO? KTO TAM OBOK POMIESZKUJE OD JAKICHŚ SIEDMIU WIEKÓW?[/b]
Wielkie i kosztowne przedsięwzięcie wymagało jednak pomocy ze strony możnego protektora. Pozyskano dla sprawy krakowskiego biskupa [b]kardynała Jerzego Radziwiłła[/b]. Wkrótce jednak się okazało, że zadłużony fundator nie jest w stanie wywiązać się z podjętych zobowiązań. Jezuici zwrócili się więc do [b]króla Zygmunta III Wazy[/b] o przejęcie fundacji, na co uzyskali jego zgodę w 1595 roku.
No to mamy historię z głowy :)