[b]Pociąg Retro[/b] odbył przejażdżkę wokół Krakowa 29 kwietnia - to znaczy nie tylko wtedy, ale JA akurat wtedy skorzystałam :)
No ale cóż, w kolejce musiał poczekać, nie wyrabiam się, nie wyrabiam.
Ogólnie atrakcji większych było brak, obłok pary zasłonił mi pole widzenia jedynie na stacji, bo się zakłębił pod zadaszeniem :) dwie panie aktorki w strojach również retro przechadzały się po wagonach z recytacjami wierszyków o biopaliwie, za oknem siąpiło i było szaro, a w wagonie restauracyjnym siedziała [b]Pani Irenka[/b] i trochę się baliśmy tam iść, mimo że kusił chleb ze smalcem.
Toaleta wzbudziła moją ciekawość do tego stopnia, że uwieczniłam ją cyfrowo - no czysta była jakaś, i drewniana, jak cały wagon.
Dziecko moje zawzięcie fociło jakiegoś młodego człowieka, bowiem "to dziennikarz jeden jest" - chyba jej się pomyliło z Szymonem Majewskim - a w domu sporządziło tapetkę z jego zdjęć i musiałam podziwiać gościa przez dwa dni.
Zagadka od kiedy kolej w Krakowie jest była już dawno temu, więc nie wiem, o co zapytać.
To ja poczekam na natchnienie, a w międzyczasie zacytuję znów Marię Estreicherównę:
[i]Z dalszych miejscowości spacerowych największą popularnością cieszyły się Krzeszowice[/i] - pozdrowienia dla Motylka :) - [i]od czasu wprowadzenia kolei, bo co niedziela i święto przez całe lato jeździły tam pociągi spacerowe za pół ceny. Było to także uprzywilejowane miejsce do obchodu uroczystości rodzinnych, jak imieniny, rocznice ślubu itd.
Jazda sama przedstawiała różne niedogodności, bo kolej ówczesna to przecie rówieśnica tej niezapomnianej z "Rozkoszy gościnności".
W każdym wagonie na przykład znajdował się otwór na szkło od lampy, które zakładano dopiero wieczorem, więc w razie deszczu lały się tamtędy strumienie wody do środka.
Ale za to bilety były bardzo tanie, mimo czego kolej miała z nich zyski[/i] - hm, ciekawe...
[i]W roku 1856, kiedy już podrożały, bilet I klasy kosztował tam i z powrotem 70 koron, II klasy - 53 korony, III klasy - 35 koron.
Wyjeżdżało się o wpół do drugiej, a wracało o wpół do dziesiątej. Powrót urozmaicały czasem incydenty, wywołane zbyt dobrym humorem amatorów piwa tenczyńskiego; raz takie wesołe towarzystwo gwałtem chciało wysiąść w szczerym polu w czasie biegu pociągu i reszta pasażerów musiała wstrzymywać ich siłą od otwierania drzwiczek.
Zabawa bowiem w Krzeszowicach była wszystkim innym tylko nie wycieczką w dzisiejszym sportowym tego słowa znaczeniu. Część przyjezdnych zaraz z początku pozostawała przy kuflach piwa w restauracji kolejowej, reszta rozpraszała się po alei lipowej, wiodącej na dworzec, tzw. dzikiej promenadzie, i ogrodzie, gdzie było gęsto od eleganckiej publiczności, niczym na Plantach w dzień świąteczny.
Odwiedzano też świeżo zbudowany kościół (1851) w "guście berlińskim", jak "Czas" pisze. Z wielką ciekawością badano postępy budowy pałacu Potockich, którego poświęcenie odbyło się 18 IV 1850 r.[/i]
O, i mam zagadkę :)
[b]Z PAŁACU POTOCKICH W KRZESZOWICACH POCHODZI PEWIEN BARDZO PIĘKNY ELEMENT WYPOSAŻENIA COLLEGIUM MAIUS, ŚCIĄGNIĘTY TAM PRZEZ PROF. ESTREICHERA. CO TO JEST I GDZIE DOKŁADNIE SIĘ ZNAJDUJE?[/b]
Motylek miał u siebie bardzo piękne zdjęcia pałacu w Krzeszowicach...
PS. A co to jest? Dlaczego nikt nie powiedział, jaki to pisarz amerykański napisał powieść [i]Absalomie, Absalomie[/i]? No przecież [b]Faulkner[/b]!
[i]Absalomie, Absalomie! Synu mój! Obym był umarł zamiast ciebie![/i] zawołał na widok martwego syna ojciec król Dawid. Co stało się klasycznym wyrazem miłości i żałości ojcowskiej. Howgh!
Aha, i o Baltazarze nie wiedzieliście :) Mianowicie na otwarciu księgarni Mrożek podpisywał swą autobiografię. A nosi ona tytuł właśnie [b]Baltazar[/b] :)